![]() |
Gdańsk -Misterium 2012 |
Wielkanocne gesty
Etykiety:
Jarosław Kaczyński,
kardynał Dziwisz,
Nuemann,
Papież Franciszek,
porozumienie,
Wielkanoc,
wielkanocne gesty,
zgoda

Bomby w Brukseli
Znowu zamachy terrorystyczne. Tym razem islamiści zaatakowali w Brukseli, gdzie zdetonowali kilka ładunków wybuchowych na lotnisku i w metrze. W tej chwili jest mowa o 34 zabitych i ponad setce rannych.* W środkach przekazu, jak zwykle przy tego rodzaju okazjach, nieustanny jazgot. Wypowiadają się nie tylko świadkowie dramatu, ale też mniej lub bardziej kompetentni eksperci. No i oczywiście politycy. Na przykład premier Beata Szydło zapewnia, iż: Polacy mogą czuć się bezpieczni. Wszystkie polskie służby są w pogotowiu.
Nie byłbym takim optymistą. Gdyby terroryści rzeczywiście wzięli na cel jakiś obiekt w naszym kraju, czego wykluczyć przecież nie można, to zapewne skutecznie przeprowadziliby zamach. Skoro udawało im się to w Paryżu, Londynie, Madrycie, Brukseli, Nowym Jorku, Stambule i w dziesiątkach innych miejsc, to dlaczego miałoby nie udać się w Warszawie? Na szczęście nie jesteśmy w tej chwili atrakcyjnym czy priorytetowym celem dla islamistów. Oby jak najdłużej!
Takie tragiczne w skutkach wydarzenia, jak te dzisiejsze w Brukseli, powinny nam uświadomić, że powinniśmy jednoczyć się w obliczu niebezpieczeństwa, a nie toczyć jakieś głupie wojenki między partiami rządzącymi i opozycyjnymi. Cóż bowiem znaczą spory o Trybunał Konstytucyjny, że sięgnę po przykład z polskiego podwórka, w obliczu zagrożenia starciem między cywilizacjami?
* Według informacji z 29 marca zginęło 32 osoby a 340 zostało rannych.
Etykiety:
bomby,
premier Szydło,
terroryzm,
wojna cywilizacji,
zamachy w Brukseli

Skradzione relikwie...
![]() |
Jan Paweł II - październik 2000 |
Zaintrygował mnie tytuł jednego z dzisiejszych artykułów w Wirtualnej Polsce. Otóż według popularnego portalu doszło do zdarzenia pt.: Relikwie Jana Pawła II skradzione z plebanii. W pierwszym odruchu pomyślałem sobie - komu i do czego potrzebne są relikwie naszego papieża? Potem zastanowiłem się nad tym, dlaczego ktoś przechowywał tak cenne pamiątki na plebanii? Wreszcie przeczytałem wspomniany materiał...
Jak się okazało, skradzione relikwie świętego to, cytuję: fragment sutanny Jana Pawła II, który był umieszczony w złotej kapsule. Z dalszej części artykułu można było dowiedzieć się, że zginęły również srebrne medaliki dla dzieci pierwszokomunijnych z wizerunkiem Matki Bożej oraz pieniądze. A zatem złodziejem nie był raczej wielbiciel cnót polskiego papieża, lecz miłośnik metali szlachetnych i mamony. Pewnie będę złośliwy, ale niektórzy przedstawiciele Kościoła również nie stronią od dóbr materialnych. Nie znaczy to oczywiście, że to oni okradli plebanię parafii św. Tomasza Apostoła na osiedlu Kasztanowym w Szczecinie...
Kradzieży nie pochwalam, ale wybijanie na plan pierwszy, że chodziło o relikwie świętego, uważam za sporą przesadę.
Etykiety:
kradzież,
medaliki,
osiedle Kasztanowe,
plebania,
relikwie Jana Pawła II,
sutanna,
Szczecin

Dwie ukryte tragedie...
Jak już wspominałem prawie dwa miesiące temu, pod redakcją profesora Pawła Soroki przygotowywana jest dokumentalna książka o wydarzeniach sprzed ponad pół wieku: Dwie ukryte tragedie w cieniu atomowej apokalipsy, której jestem współautorem. Obecnie dobiegają końca prace związane z jej redagowaniem. Poniżej pozwalam sobie zaprezentować fragment wstępu, który napisałem do rozdziału poświęconego tragedii z udziałem czołgu podczas parady w Szczecinie.
Wtorek dziewiątego października 1962 roku
w Szczecinie był dniem ciepłym i słonecznym. Do pewnego momentu także radosnym,
zwłaszcza dla dzieci, które wyprowadzono ze szkolnych klas i ustawiono w
szpalerze wzdłuż centralnych ulic miasta. Miały tam podziwiać potęgę uzbrojenia
państw Układu Warszawskiego. Zakończyły się bowiem manewry o kryptonimie "Odra",
w których brały udział jednostki radzieckie, polskie oraz enerdowskie, a ich
zwieńczeniem miał być uroczysty przejazd przez miasto. Uroczystość zaczęła się
na Jasnych Błoniach. Na okolicznościowym wiecu wystąpił między innymi minister
obrony narodowej Marian Spychalski, wówczas jeszcze generał (rok później
otrzymał tytuł marszałka). Potępił on oczywiście rewanżystów z Niemieckiej
Republiki Federalnej i pochwalił towarzyszy broni z Niemieckiej Republiki
Demokratycznej. W owym czasie zimna wojna przechodziła swoje apogeum i niewiele
brakowało, aby przekształciła się w gorącą (w dalszej części tej książki pisze
o tym prof. Paweł Soroka). Na trybunie honorowej znajdowali się też inni
przedstawiciele najwyższych władz państwowych, w tym I sekretarz KC PZPR
Władysław Gomułka. Obecny był też marszałek ZSRR Andriej Greczko, ówczesny
dowódca naczelny Zjednoczonych Sił Zbrojnych Państw Stron Układu Warszawskiego.
Po oficjalnych wystąpieniach rozpoczęła
się parada, której zasadniczym celem było pokazanie najnowszego sprzętu
będącego na wyposażeniu armii wchodzących w skład Układu Warszawskiego:
transporterów opancerzonych, haubic, wyrzutni rakiet i czołgów. Nad Szczecinem
przelatywały też wtedy bombowce Ił -28, myśliwce MIG i największe na świecie (w
tamtych latach) śmigłowce Mi-6. Pierwsze ruszyły jednostki radzieckie, potem
niemieckie, a na końcu polskie. Trasa przejazdu wiodła przez Plac Lenina
(później Sprzymierzonych, a obecnie Szarych Szeregów) i Aleję Piastów. Wzdłuż
jezdni stały tłumy wiwatujących ludzi, dzieci rzucały kwiaty. Niestety, ani
Wojskowa Służba Wewnętrzna ani milicja nie zadbały o prawidłowe zabezpieczenie
defilady. Nie było barierek
odgradzających chodniki od ulicy. Ormowcy (ORMO - Ochotnicza Rezerwa
Milicji Obywatelskiej) i milicjanci nie byli więc w stanie upilnować ciekawskich,
którzy przechodzili pod linami. Pod koniec parady ciężkie pojazdy miały do dyspozycji już tylko
bardzo wąski korytarz między szpalerami wylewających się na jezdnię tłumów.
Nieszczęście wisiało w powietrzu...
Czołgi miały jechać z prędkością 20 km/h,
ale oficerowie poganiali, wołając przez radio "szybciej, szybciej!".
W okolicy skrzyżowania alei Piastów i ulicy Jagiellońskiej, już niedaleko od
trybuny, jeden z polskich czołgów wpadł w poślizg na zakręcie. Być może
poślizgnął się na torach tramwajowych. Być może - jak twierdzą niektórzy świadkowie
- przyhamował, bo jakieś dziecko wybiegło na środek ulicy po kwiatek. Tak czy
owak kierowca czołgu T-54a (st. szeregowy Karol Gieliszkiewicz), kolosa
ważącego 34 tony, nie zapanował nad nim przy prędkości 25 km/h. W efekcie
maszyna należąca do 23. Pułku Czołgów Średnich 5. Dywizji Pancernej ze Słubic
wjechała w tłum. Dokładnie w dzieci. Wszystkie były uczniami najmłodszych klas
pobliskiej Szkoły Podstawowej nr 1
(...)
Według oficjalnych danych na miejscu
zginęło siedmioro dzieci w wieku 7-12 lat, a kilkadziesiąt osób zostało
rannych. Prawdopodobnie ofiar katastrofy było jednak więcej. Ówczesne władze postarały się, aby do wiadomości
publicznej nie przedostało się zbyt wiele szczegółów wypadku. W celu zachowania
tajemnicy posunięto się nawet do usuwania fragmentów szpitalnej dokumentacji.
Świadkowie byli zobowiązani do milczenia. Zresztą, gdzie mogli opowiedzieć czy
opisać te dramatyczne zdarzenia, skoro dostępu do mediów broniła wszechwładna
cenzura? Wszak wizerunek wojsk sojuszniczych nie mógł ucierpieć.
Jerzy Vaulin, autor propagandowego
dokumentu filmowego "Odra", za który zresztą otrzymał III nagrodę
(Brązowy Smok) na Ogólnopolskim Festiwalu Filmów Krótkometrażowych w Krakowie,
jasno wypowiedział się w filmie Iwony Bartólewskiej "...i wjechał
czołg". Na pytanie czy gdyby jego kamera zarejestrowała śmierć, włączyłby
tę scenę do filmu, odpowiedział między innymi:
Nie zrobiłbym tego, nawet bez cenzora, bo musiałbym
dorobić do tego jakąś filozofię. Filozofię tego wypadku, no bo tak to
kretyństwo jest. Byłbym imbecylem, który robi to, co mu akurat kamera
zarejestrowała.
Nie miał natomiast oporów przed
umieszczeniem w końcówce swojego filmu frazy: Więzy braterstwa krwi i niezłomnej przyjaźni zostały jeszcze bardziej
utrwalone.
Znajdowałem
się wtedy na trybunie, byłem
wiceministrem, szefem GZP. Doszło do tego tragicznego wypadku. On wstrząsnął
wszystkimi uczestnikami ćwiczenia. Było to zakłócenie, powiedziałbym, całej
jego atmosfery. (...) Cóż, taki był wówczas czas.
"Kurier Szczeciński" w artykule
Parada naszej siły, opublikowanym
następnego dnia, ani słowem nie zająknął się o katastrofie, podkreślając
jedynie, iż: To, co ujrzeliśmy,
utwierdziło nas w przekonaniu, że granice obozu pokoju i granice Polski mają
wspaniałych obrońców, dysponujących potężnym, nowoczesnym. sprzętem.
(...)
W niniejszej książce publikujemy zarówno
wspomnienia bezpośrednich świadków tragedii, jak też rozmowy z osobami
pośrednio z nią związanymi, jak prokurator Tadeusz Wierzchowski czy lekarka Ewa
Gruner-Żarnoch.
P.S. Prokurator Śląskiego Okręgu
Wojskowego umorzył śledztwo równo pięć miesięcy po tragedii. Powód? Czołg nie
wjechał na chodnik, a defilada była odpowiednio zabezpieczona...
Ireneusz Gębski
Etykiety:
Andriej Greczko,
kryzys kubański,
książka dwie ukryte tragedie w cieniu atomowej apokalipsy,
Marian Spychalski,
Paweł Soroka,
szczecin 09.10.1962,
Władysław Gomułka,
wypadek czołgu w Szczecinie

Subskrybuj:
Posty (Atom)
Punta Cana i Santo Domingo
Poniedziałek, 17.02.25 Zanim opuściliśmy pokład statku Costa Fascinosa w La Romana musieliśmy rozliczyć się z wydatków poniesionych po...

Posty
-
Od blisko dwóch lat nie kupuję chleba w sklepach tylko samodzielnie wypiekam go w domu. Nic więc dziwnego, że znajomi od czasu do czasu...
-
Ulotka Fundacji Miej Serce W skrzynce pocztowej znalazłem nietypową przesyłkę: białą kopertę z czymś twardym w środku, bez adresu n...
-
Energa - opłata za wezwanie Zazwyczaj regularnie uiszczam opłaty za czynsz i media. Zdarzyło mi się jednak zapomnieć o dokonaniu p...
-
Autor: Stanisław Kmiecik W swojej skrzynce pocztowej znalazłem przesyłkę zawierającą sześć kartek świątecznych z kopertami, mini ka...
-
Zdjęcie pochodzi z 2013 roku, ale właśnie to auto prowadziłem wczoraj Znane powszechnie przysłowie mówi, że chytry dwa razy traci. ...
-
Moroszka - główny cel wyjazdu Układ był prosty, przynajmniej teoretycznie. Danka i Sławek, których po raz pierwszy zawiozłem do ...
-
"Nikoś" Nikodem Skotarczak Mówi się, że po śmierci wszyscy są równi i że do grobu niczego nie zabierzemy. Fakt, niczego ni...
-
Ireneusz Gębski książki Blogowanie jest (myślę, że zgodzą się mną inni blogerzy) formą nałogu. Obserwujemy statystyki wejść na nas...
-
Z serwisu MojeKartki.info otrzymałem maila z taką oto propozycją: Witaj Początek Nowego Roku to bardzo dobra okazja do wysłania eka...
-
Przed pokazem Philipiaka Od dość dawna nie byłem na żadnym pokazie. Skorzystałem zatem z zaproszenia od firmy Philipiak Milano. Zani...