Hall też jest doktorem...


Oglądałem wczoraj  „Fakty po faktach”, które prowadziła Justyna Pochanke. Jej rozmówcami byli Paweł Kowal, Radosław Markowski i Aleksander Hall. Tego pierwszego przedstawiła jako profesora, drugiego jako doktora, a o tytule naukowym trzeciego nawet się nie zająknęła. Nie było to raczej przypadkowe przeoczenie, bo również na pasku na dole ekranu można było ujrzeć „gołe” nazwisko współzałożyciela RMP.

       Ta drobna z pozoru sprawa bardzo mnie zaintrygowała, a że z natury jestem czepialski i drobiazgowy, więc zapytałem Katarzynę Hall, czy może przypadkiem jej małżonek z wrodzonej skromności nie poprosił o pominięcie przy prezentacji jego stopnia naukowego. Jednakże z odpowiedzi pani Katarzyny jasno wynika, że nic takiego nie miało miejsca i że ona także jest zirytowana postępowaniem niektórych prowadzących programy w TVN 24, którzy swoich rozmówców tytułują bądź nie, według własnego uznania.

Dla jasności – nie znam osobiście Aleksandra Halla i nie o niego tu głównie chodzi. Chodzi o zasadę: albo tytułuje się wszystkich, albo nikogo. W przeciwnym razie przeciętny widz czy słuchacz może odnieść mylne wrażenie o stopniu wykształcenia danego rozmówcy. Jest jeszcze kwestia kultury osobistej danego redaktora...

Kolorowy Gdańsk


Wczesnym wieczorem obejrzałem świąteczne iluminacje wokół Galerii Forum, na Targu Węglowym oraz na Długiej. Zajrzałem też do Galerii Bałtyckiej. Wszędzie tam widać rzęsiste i kolorowe oświetlenie. Zamieszczam zatem trochę wykonanych naprędce fotek, aby utrwalić ten przedświąteczny nastrój. Szkoda tylko, że śniegu jest niewiele, a w dodatku ten który jest, roztapia się pod nogami.
Galeria Forum








Galeria Bałtycka


Targ Węglowy

 

Skalpel dla poczty


Nie od dziś wiadomo, że Poczta Polska to skostniały moloch, nienadążający za szybko zmieniającymi się realiami życia.  Nie sądziłem jednak, że aż do tego stopnia! A oto wymowny przykład na potwierdzenie powyższego twierdzenia.
Z moim długoletnim kolegą (43 lata znajomości) rokrocznie wysyłamy sobie kartki świąteczne. Nie inaczej było też w tym roku. I nie byłoby o czym mówić, gdybym przypadkiem nie spojrzał na stempel pocztowy. Tam zaś wyraźnie było napisane, a właściwie odbite, że kartka została nadana w Stargardzie Szczecińskim. Sęk w tym, że takiego miasta w Polsce nie ma. Owszem było, ale od pierwszego stycznia 2016 roku jest tylko Stargard. A zatem Poczcie Polskiej nie wystarczyły prawie trzy lata, żeby zmienić datowniki w urzędach pocztowych tego trzeciego pod względem wielkości miasta w województwie zachodniopomorskim. Jest ich bodajże dziesięć. Może ktoś zafunduje pocztowcom te marne parę sztuk nowych datowników? Albo chociaż skalpele, żeby wycięli to zbędne określenie z nazwy miasta…

Spóźnione rozliczanie prałata Jankowskiego

Ks. Henryk Jankowski

 Znowu wraca sprawa pedofilii księdza Henryka Jankowskiego. Po ośmiu latach od jego śmierci i po czternastu od pierwszego szumu medialnego. Wtedy prokuratura umorzyła śledztwo, a teraz niektórzy domagają się zburzenia pomnika prałata przed bazyliką św. Brygidy i pozbawienia go honorowego obywatelstwa miasta Gdańska.
Za  życia proboszcza parafii św. Brygidy w Gdańsku często wyrażałem o nim swoje krytyczne zdanie. Publicznie i pod nazwiskiem. Teraz jednak nie chcę przykładać ręki do medialnego linczu nad człowiekiem, którego doczesne szczątki są już w stanie kompletnego rozkładu. Uważam, że jest to nie tylko niestosowne, ale też do niczego dobrego  nie prowadzi. Rozliczanie osób mniej lub bardziej publicznych wiele lat po ich odejściu z tego świata zakrawa na kpinę. Gdzie byli świadkowie i uczestnicy omawianych wynaturzeń kapelana „Solidarności” przedtem?
Ciśnie mi się na usta (w tym przypadku klawiaturę) podejrzenie, że wiele z faktycznie lub rzekomo wykorzystanych przez prałata osób czerpało z tego wymierne korzyści. Może rzeczywiście niektóre z nich bały się opowiedzieć o swoich traumatycznych przeżyciach ze względu na pozycję księdza Jankowskiego. Mogę to zrozumieć, ale nie pojmuję dlaczego czekały z ich ujawnieniem aż do tej pory. Przecież prałat Jankowski już w 2004 roku został odwołany z funkcji proboszcza i toczyło się wobec niego śledztwo, notabene umorzone. Dlaczego wtedy zabrakło tak zdecydowanych świadectw jak obecnie?
Inna sprawa to tuszowanie lub akceptacja stylu bycia prałata Jankowskiego. Przecież wielu z obecnych krytyków jego poczynań chętnie z nim biesiadowało. Ba, niektórzy inicjowali akcję postawienia pomnika byłemu proboszczowi św. Brygidy.
Puentując - rozliczajmy żywych. Martwych niewiele to obchodzi…

RPA - nie tylko safari

  Do Warszawy wyjechaliśmy   pociągiem   "Lubomirski" o 10.12 z dwudziestominutowym   opóźnieniem. Mieliśmy jednak spory zapas c...

Posty