środa, 15 października 2014

Chytry dwa razy traci


Zdjęcie pochodzi z 2013 roku, ale właśnie to auto prowadziłem wczoraj

Znane powszechnie przysłowie mówi, że chytry dwa razy traci. Po raz kolejny przekonałem się o tym przy okazji wyświadczania drobnej przysługi dla jednego z moich kolegów. Poprosił mnie on o pojechanie z nim do Grudziądza, gdzie zamierzał nabyć nowe auto. Tu od razu wyjaśnię, że słowo "nowe" jest eufemizmem, gdyż chodziło o zakup samochodu czternastoletniego. Ponieważ jednak dotychczasowy środek lokomocji mojego kolegi liczy sobie lat dwadzieścia, więc wszystko jasne...



Transakcja kupna sprzedaży przebiegła sprawnie i bezproblemowo.  Kolega miał wracać do Gdańska nowo nabytym pojazdem, a ja miałem poprowadzić stare auto. Z Grudziądza wyjeżdżaliśmy około godziny dwudziestej pierwszej, a więc było już całkowicie ciemno, co zresztą będzie miało istotne znaczenie w mojej opowieści.



Pożałowałem niespełna dwudziestu złotych i zamiast jechać autostradą A1, skręciłem w drogę nr 91. Daleko nie ujechałem. Już w Dolnej Grupie przed maską mignęła mi policyjna latarka. Młody policjant oznajmił mi, że jechałem z prędkością 67 km/h w terenie zabudowanym, co może skutkować stuzłotowym mandatem. Nie to jednak mnie zaskoczyło. Ja po prostu nie zauważyłem w ciemności znaku "teren zabudowany". Gapiostwo nie jest oczywiście żadnym usprawiedliwieniem. Bez zbędnej dyskusji uznałem więc swoją winę. Moja skrucha chyba spodobała się funkcjonariuszowi policji, gdyż zaproponował mandat w wysokości 50 zł, czyli w dolnej granicy widełek. Do tego 2 punkty karne.



Wnioski? Gdybym pojechał autostradą, zaoszczędziłbym 30 złotych i zyskał przynajmniej godzinę czasu. Jadąc bowiem starą trasą, co rusz natykałem się na teren zabudowany i inne ograniczenia prędkości.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz