Wielkanocne klucze...


Myślę, że łatwo wyobrazić sobie, co czuje człowiek gdy po powrocie z pracy, zakupów czy skądkolwiek, sięga do kieszeni po klucze od mieszkania i natrafia ręką na pustą podszewkę. Spotkało mnie to dzisiaj i zapewniam, że nie jest to miłe uczucie. Przez chwilę stałem pod drzwiami i  ponownie przeczesywałem wszystkie kieszenie, choć  miałem świadomość, że jest to działanie daremne i pozorne. Klucze zawsze noszę bowiem w tej samej kieszeni spodni. Skoro zaś tam ich nie było, to nie było ich wcale.
Wykonałem szybki proces myślowy i przypomniałem sobie przebieg czynności wykonywanych w ciągu ostatnich trzydziestu minut, czyli zamknięcie mieszkania, wejście i wyjście do piwnicy, wyrzucenie śmieci do pojemnika, przejazd do Galerii Bałtyckiej, wizytę w bankowym wpłatomacie, zakupy w Carrefourze i powrót. Gdzie mogłem posiać klucze? Wniosek był tylko jeden: wypadły przy sklepowej kasie podczas wyciągania z kieszeni siatki.
Szybko wróciłem do Carrefoura. Moje przypuszczenia okazały się prawdziwe. W punkcie obsługi klienta czekał już na mnie pęk kluczy od mieszkania, piwnicy i paru innych zamków i kłódek. Poczułem ulgę, ale też wdzięczność dla nieznanej mi osoby, która znalazła owe klucze i przekazała je obsłudze sklepu. Dziękuję zatem gorąco jej i wszystkim tym, którzy bezinteresownie pomagają innym.
Przy okazji Wielkiego Piątku składam wszystkim Czytelnikom mojego bloga najlepsze życzenia zdrowych, radosnych i spokojnych Świąt Wielkanocnych.

Pozdrów Urbana!


Paweł Adamowicz

Na początek deklaracja: nie przepadam za Anitą Gargas ani za jej "Magazynem Śledczym"
 Mimo to obejrzałem  ostatni program z tej serii. Przede wszystkim dlatego, że dotyczył Gdańska, a konkretnie kontrowersji związanych z budową centrum handlowego  na Targu Siennym i Rakowym. Niespecjalnie zdziwiłem się, że Telewizja Polska pokazuje  materiał interwencyjny tego rodzaju w momencie, gdy Forum Gdańsk jest już bliskie otwarcia. Wszak chodzi tu nie tyle o samo centrum handlowe, ile o dołożenie Platformie Obywatelskiej, a w szczególności Pawłowi Adamowiczowi.
Niedawno pisałem, że nie poprę Adamowicza w wyborach prezydenckich. Dzisiaj mogę dodać do wymienionych wtedy zastrzeżeń co do jego osoby kolejne. Przede wszystkim butę i arogancję. Ja rozumiem, że nie lubi on Jacka Kurskiego i kierowanej przez niego telewizji. Ma prawo! Nie ma jednak prawa lekceważyć szeregowych dziennikarzy. Złośliwe wypowiedzi  o garniturze reportera zamiast odpowiedzi na konkretne - może i tendencyjne, ale jednak pytanie - dyskwalifikują go. A już szczytem bezczelności jest rzucanie tekstów typu: "Pozdrów Jerzego Urbana". To nie licuje z rangą urzędu prezydenta prawie półmilionowego miasta. Tak może, choć nie powinien, zachowywać się zwykły - za przeproszeniem - dresiarz.
Co do zasadniczego tematu programu, czyli okoliczności towarzyszących podjęciu decyzji o budowie Forum Gdańsk, to uważam, że dyskutowanie o tym teraz - gdy inwestycja jest już na finiszu - mija się z celem. Zresztą nawet obecny wojewoda z ramienia PiS nie chciał wypowiadać się na ten temat przed kamerą.

Ta pierwsza niedziela...



Metropolia czyli dworzec...

Dzisiaj tak zwana pierwsza niedziela "bez handlu". Ujmuję te słowa w cudzysłów, bo w istocie rzeczy ustawa dopuszcza szereg wyjątków. W związku z tym nadal wiele osób zatrudnionych w placówkach handlowych nie korzysta z czasu wolnego.

Sprawdziłem, jak to wygląda w mojej najbliższej okolicy. Biedronka i Lidl rzeczywiście były zamknięte na głucho. Galeria Bałtycka była jednak czynna. W środku zaś można było zrobić zakupy m.in. w kwiaciarni, lodziarni Grycana, sklepie piekarniczym Szydłowskiego i częściowo w sklepie Rąbały (mięsa nie było w ofercie, ale sery tak). Poza tym czynne były punkty gastronomiczne. Tych nie wymieniam, bo przecież gastronomia to niby nie handel...

Głośno w mediach było o gdańskiej galerii Metropolia, której dyrekcja uznała, że może prowadzić handel, bo jest... dworcem kolejowym. Faktycznie, przy jednym z wejść do galerii znajduje się poczekalnia, punkt kasowy oraz rozkłady jazdy rozwieszone na ścianie korytarza łączącego dworzec z wnętrzem Metropolii. Nie wszystkie sklepy skorzystały jednak z okazji. Zamknięty był np. sklep odzieżowy Monnari i parę innych. Czynne natomiast były Delikatesy, jednak nie do końca. Po wejściu do środka przekonałem się, że mogę nabyć warzywa, pieczywo i tak dalej, ale piwa lub czegoś mocniejszego już nie.

Z nabyciem alkoholu we Wrzeszczu nie było natomiast problemu w sklepach całodobowych. Przynajmniej w dwóch, które odwiedziłem. Tu dodam, że sprzedawcy nie wyglądali na właścicieli, a jeżeli się nie mylę, tylko ci ostatni mogą omijać zakaz handlu w niedziele.

Gdyby mnie ktoś pytał o zdanie, to powiedziałbym tak: albo handel bez żadnych ograniczeń, albo zakaz handlu bez żadnych wyjątków. Po co komplikować? Jak mówi Biblia "Niech mowa wasza będzie: tak, tak; nie, nie...
Galeria Bałtycka


Dworzec w Metropolii

Popielniczka sprzed prawie 200 lat


Popielniczka z KPM


Od prawie osiemnastu lat nie palę papierosów. W moim mieszkaniu znajduje się jednak popielniczka, której od czasu do czasu użyczam gościom, którzy w żaden sposób nie potrafią pozbyć się zgubnego nałogu. Ostatnio przyjrzałem się jej nieco bliżej. Okazało się, ku mojemu ogromnego zdziwieniu, że pochodzi ona z roku 1831. Wyprodukowana została przez KPM (Królewska Fabryka Porcelany lub Królewska Porcelana Manufaktura) w Berlinie. W oryginale brzmi to: Königliche Porzellan-Manufaktur.
Wymieniona wyżej firma wypuściła na rynek całe mnóstwo wyrobów z porcelany. Próbowałem znaleźć   w sieci egzemplarz podobny do mojego, ale nie udało mi się to. Dowiedziałem się jednak przy okazji, że tego rodzaju przedmioty można stosunkowo łatwo nabyć na popularnych portalach sprzedażowych. Osobiście nie zbieram wyrobów z porcelany, ale kolekcjonuję m. in. miniaturki alkoholi. W związku z tym mam propozycję dla kolekcjonerów starej porcelany:
a) zakup popielniczki,
b) wymiana na miniaturki alkoholi.

Tanie perfumy



Jaka jest różnica między wodą toaletową Farenhite a Fahrenheit?  Tak z grubsza rzecz biorąc - taka jak między maluchem a porsche. Te dwa auta zapewne każdy by odróżnił, ale w przypadku wody toaletowej nie wszystkim się to udaje. Dzięki temu wielu cwaniaków ma bogate żniwa.
Jak to działa? Podchodzi gość do wybranej osoby na parkingu, w galerii handlowej czy nawet w biurze i proponuje okazyjną sprzedaż perfum. Ściszonym głosem informuje, że przypadkiem znalazł większą ilość markowej wody toaletowej Christian Dior Fahrenheit. Czasami zaś bez żenady informuje, że owe perfumy pochodzą z kradzieży. Dodaje przy tym, że chce tylko 30 złotych za flakonik 100 ml. W tym momencie niektórym osobom zapala się lampka kontrolna. Jak to? Jedna dziesiąta ceny rynkowej za prawdziwego Fahrenheita? Niestety, nie brakuje też takich, których zaślepia pazerność. Płacą więc 20-30 złotych za flakonik wody Farenhite, która normalnie kosztuje 8,90 zł...
A swoją drogą firma City Cosmetics z Warszawy wpadła na świetny pomysł biznesowy. Produkuje wody toaletowe o nazwach łudząco podobnych do tych znanych i uznanych. Nie podrabia ich jednak. Wszak jest różnica między Fahrenheit a Farenhite. Trzeba tylko uważnie czytać... 
P.S. Dla jasności, to nie ja dałem się nabrać...

Wylot do Argentyny

Argentyna - planowana trasa objazdu Za chwilę wyruszam w jedną z najdłuższych podróży. Jej pierwszy   etap    to nie tylko   pokonan...

Posty