czwartek, 9 stycznia 2014

Tusk i alkomaty



Początek  roku przyniósł serię tragicznych wypadków spowodowanych przez pijanych kierowców. Najbardziej dramatyczny wydarzył się w Kamieniu Pomorskim, gdzie śmierć poniosło sześć osób. Głośno było też o pijanym motorniczym z Łodzi, którego lekkomyślne postępowanie doprowadziło do śmierci dwóch osób. Poza tym były jeszcze pojedyncze przypadki zdarzeń ze skutkiem śmiertelnym, np. w Gdyni. 
Jak zwykle w takich przypadkach bywa, natychmiast podniosła się ogromna wrzawa medialna. Dziennikarze i politycy wręcz ścigali się w przedstawianiu propozycji zaostrzenia kar dla pijanych kierowców. Nie wnikam w szczegóły, ale zastanawiam się głośno, dlaczego akurat teraz posypało się takie mrowie pomysłów mających na celu uzdrowienie sytuacji na polskich drogach. Wszak nietrzeźwi kierowcy nie od dziś siadają za kółkiem i  nie od dziś powodują wypadki. Zjawisko to występowało, występuje i nadal będzie występować, niezależnie od zapowiadanych czy też wdrażanych systemów represyjnych. Poza tym nasz system prawny ma już przecież wystarczające instrumenty do walki z pijanymi kierowcami. Wystarczyłoby ich tylko konsekwentnie używać. Tak więc cały ten hałas medialny wygląda mi na typową pokazówkę. Założę się, że gdyby w Kamieniu Pomorskim nie zginęło aż sześć osób, ale za to w innych rejonach Polski w pojedynczych wypadkach byłoby np. trzydzieści ofiar śmiertelnych, to żaden członek rządu nawet by się o tym nie zająknął.
Nie wiem kto podsunął premierowi pomysł odnośnie obowiązku wyposażania każdego samochodu w  alkomat. Wydaje mi się jednak, że takie rozwiązanie nie prowadzi do niczego pozytywnego. Przede wszystkim będzie to okazja do zrobienia świetnego interesu przez producentów i handlowców. A i skarb państwa też się przy tym pożywi. Nie należy się łudzić, że alkomaty będą kosztować 5 - 10 złotych, jak mówi Donald Tusk. Jeżeli nawet takie gdzieś są, to na pewno podrożeją, jak tylko wspomniany przepis wejdzie w życie. Inna sprawa to jakość. Za takie pieniądze można nabyć najwyżej zabawkę a nie urządzenie podające wiarygodne wyniki. Jest jeszcze kwestia korzystania z alkomatów. Co z tego, że będzie on leżał w schowku auta, skoro jeden czy drugi „król szos” po kilku drinkach nawet na niego nie spojrzy?
Jeżeli chodzi o praktyczne zastosowanie alkomatów, to na pewno godne uwagi jest rozwiązanie praktykowane w Szwecji. Tam pijany kierowca, po zatrzymaniu przez policję, ma wybór: zabranie prawa jazdy albo montaż alkomatu, który w przypadku nietrzeźwości kierowcy uniemożliwia uruchomienie silnika. Takie urządzenie jest dość drogie, ale jego skuteczność na pewno jest lepsza niż w przypadku projektu Tuska.

2 komentarze:

  1. Jak ktoś by chciał pooglądać ceny alkomatów róznych klas to moze tutaj zerknać : http://ostry-sklep.pl/c/148/alkomaty-turystyka-outdoor-survival.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki za link. To tylko potwierdza moją tezę o absurdalności pomysłu premiera Tuska.

    OdpowiedzUsuń