piątek, 27 grudnia 2013

Szwankująca pamięć Potockiej



Nie lubię  grzebać się w życiu osobistym ludzi, których nie znam. Nie mogę jednakże pominąć milczeniem książki  „Obywatel i Małgorzata”. Pewnie bym jej nie kupił, ale skoro otrzymałem ją w prezencie gwiazdkowym, to wypadało przeczytać.
Książka składa się z dwóch części. W pierwszej Małgorzata Potocka odpowiada na pytania dziennikarki Krystyny Pytlakowskiej, w drugiej zaś zawarte są zapiski z jej dziennika. Obie części dotyczą oczywiście związku Małgorzaty Potockiej z Grzegorzem Ciechowskim. Abstrahując od tego, że oboje zrujnowali swoje poprzednie małżeństwa, mam odczucie, że Potocka nieco się zagubiła. Niby chce rozliczyć się z przeszłością, ale albo nie do końca jest obiektywna, albo szwankuje jej pamięć. Poniżej podaję tylko kilka rozbieżności z tych, jakie zauważyłem w obu częściach książki.
W wywiadzie Potocka mówi, że o rozwiązaniu Republiki Ciechowski powiedział jej osobiście, cyt.: Pamiętam ten dzień, gdy Grzegorz wrócił do domu i powiedział „Republika nie istnieje”. Z jej dziennika wynika zaś, że: Grzegorz dzwoni roztrzęsiony. Co się stało? Republika się rozleciała(…). Pierwszym pociągiem pędzę do Warszawy”
Inaczej też przedstawia okoliczności rozstania z mężem w wywiadzie i swoich zapiskach. W rozmowie z dziennikarką twierdzi, że mąż cierpliwie znosił jej romans, a na koniec powiedział: Chyba tak się nam nie uda. Musisz pojechać do Warszawy, spróbować z nim mieszkać, zobaczyć jak wam będzie razem. W dzienniku zaś pisze: Rozmawiam z Józkiem. Pierwszy raz jest stanowczy i ostry. Miesza mnie z błotem.
Odmiennie opisuje też sytuację, w której pierwsza żona Ciechowskiego zastała ich w łóżku: W końcu usłyszałamTo jest Jola, moja żona”. Zamarłam. W drzwiach stała wysoka, piękna kobieta (…). W dzienniku wygląda to tak:  Ten moment wejścia Joli (…) Kto to był – zapytałam Grzegorza, chociaż pytając, już wiedziałam, bo zobaczyłam w jej oczach.
Potocka wiele mówi o swoich znajomościach. Rzeczywiście, są one imponujące i nie chodzi tu tylko o kulturalną śmietankę towarzyską, czyli tzw. warszawkę. Przyjaźni się bowiem z Kwaśniewskimi, spotyka z  Polańskim, Fibakiem i Jaruzelskimi. W tym ostatnim przypadku znowu natrafiłem na pewną nieścisłość. Otóż Małgorzata Potocka  przytacza opowieść Moniki Jaruzelskiej o tym, jak ojciec tej ostatniej otrzymał nowy samochód od prezydenta Japonii i zamiast dać córce, przekazał go dla jakiegoś szpitala. Bardzo pięknie, ale przecież w Japonii nie istnieje urząd prezydenta…
Niestety, takie drobiazgi rzutują na wiarygodność całej książki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz