wtorek, 12 maja 2015

Rowerowy Potop 2015



W ubiegłym roku wziąłem udział w ostatniej wrześniowej edycji Rowerowego Potopu, w tym roku zaś w pierwszej. Tak się składa, że jest to zarazem jubileuszowy, bo dziesiąty wypad rowerzystów za morze. W niedzielę wieczorem na terminalu w Gdyni zameldowało się  631 uczestników. Na początku otrzymaliśmy pamiątkowe koszulki (w tym roku w kolorze zielonym) oraz mapki z opisem wybranej trasy. Tak na marginesie to wybrałem trasę widokową zachodnią o długości 60 kilometrów oznaczoną kolorem niebieskim (w praktyce przejechałem 80 km).

W kabinie zamieszkałem z Andrzejem, Mariuszem i Patrykiem (z tym ostatnim dzieliłem już kajutę w ubiegłym roku). Do Karlskrony przypłynęliśmy rano o godzinie dziewiątej. Przed opuszczeniem pokładu promu Stena Spirit zjedliśmy obfite i urozmaicone śniadanie. Pogoda była wyśmienita, słonecznie, ale bez nadmiernego upału. Na obszernym placu ustawiliśmy się w długie rzędy według wybranych tras. Było ich sześć: biała - 35 km, żółta - 45 km, niebieska - 60 km, zielona - 75 km, czerwona - 95 km i różowa - 100  km. Za kwadrans dziesiąta wyruszyliśmy. Z początku jechaliśmy wszyscy w zwartej grupie, tuż za przewodnikiem. Jednak już po kilku kilometrach  Mariuszowi, Andrzejowi i mnie znudziła się jazda w tempie 15 km/h. Wysunęliśmy się więc do przodu i już po chwili straciliśmy kontakt wzrokowy z resztą grupy niebieskiej. Trasa była świetnie oznakowana malowanymi na ścieżkach i drogach strzałkami.

Dotarcie do półmetka na wyspie Hasslo zajęło nam godzinę i 40 minut. Po drodze zatrzymywaliśmy się jedynie na krótkie chwile niezbędne do zrobienia zdjęć, np.  twierdzy marynarki doskonale widocznej z grobli. Na postoju posililiśmy się nieco, po czym zamierzaliśmy ruszyć w drogę powrotną. Od tego miejsca zaczęła się jednak seria przygód. Niektóre z nich były śmieszne, inne niegroźne, a jeszcze inne bardzo niebezpieczne.

Poławianie pompki rowerowej
Najpierw na nabrzeżu przewrócił się mój rower. W efekcie wypadła z niego pompka i wylądowała w wodzie. Praktycznie już się z nią pożegnałem. Moi współtowarzysze nie poddali się jednak i znaleźli sposób na jej wydobycie.

Pechowy znak drogowy
Kiedy wracaliśmy już do Karlskrony z przeciwnej strony nadjeżdżała reszta grupy. Andrzej obejrzał się kilka razy za nimi. To był błąd. Nie zauważył wysuniętego lekko na szosę znaku drogowego i uderzył w niego z całym impetem. Rower poleciał w jedną stronę, a on w drugą. Ja zdążyłem wyhamować, dzięki czemu uniknąłem kraksy. Na szczęście skończyło się tylko na potłuczeniach.

Mariusz z kolei chciał zrobić sobie zdjęcie na kamieniu sterczącym z wody. Poślizgnął się jednak i zmoczył buty i stopy. Kilkanaście kilometrów dalej nie zdążył wypiąć się z SPD i zaliczył glebę.

Lody w Glassiaren
Po tych wszystkich przygodach pojechaliśmy do centrum Karlskrony, gdzie w słynnej Glassiaren przy Stortorget 4 zafundowaliśmy sobie ogromne porcje lodów (1 gałka 30 SEK, 2 gałki 40 SEK, 3 gałki 45 SEK). Następnie przeszliśmy kilkadziesiąt metrów dalej i odwiedziliśmy Espresso House. Tu osłoniliśmy nogi przed wiatrem specjalnie przygotowanymi dla gości kocami i delektowaliśmy się late i cappuccino  (40 SEK).

Na terminalu promowym byliśmy już o godzinie szesnastej. Na prom wpuszczono nas godzinę później. Najpierw oczywiście wzięliśmy prysznic. Czas wolny każdy spędzał według własnego uznania.

Wieczorem odbyło się spotkanie uczestników wycieczki. Prowadząca imprezę Zuzanna Rosinke podsumowała  Rowerowy Potop. Z jej wyliczeń wyszło np. że wszyscy razem pokonaliśmy tego dnia dystans  przekraczający długość równika. Nieźle! Następnie odbył się pokaz zdjęć wykonanych przez Pawła Budzińskiego. 
Osobiście wycieczkę uważam za bardzo udaną. Piękne widoki na trasie, urozmaicony lekko pofałdowany teren, dobrze utrzymane ścieżki rowerowe, no i wspaniała atmosfera.
Jeszcze krótki filmik 


Cmentarz Nattraby

Karlskrona




Hasslo







Fabian Mansson (polityk i pisarz)



Moczenie nóg


Cappuccino



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz