piątek, 1 lutego 2013

Pech Romana Paszke



Ze smutkiem przeczytałem wiadomość o kolejnym przerwaniu przez Romana Paszke rejsu dookoła świata pod wiatr. Tym razem na przeszkodzie nie stanęła awaria sprzętu, lecz aura, która w okolicach przylądka Horn potrafi być naprawdę kapryśna. Skoro więc tak doświadczony żeglarz uznał, że nie jest w stanie dalej płynąć, to należy tylko przyjąć to  do wiadomości i okazać mu szacunek. Jeżeli on sam mówi, że jest już wyczerpany, a najbliższe prognozy przewidują wiatry wiejące z prędkością czterdziestu węzłów, to nikt nie ma prawa wymagać, aby nadal ryzykował swoje zdrowie i życie.
Okazuje się jednak, że wielu internautów nie jest w stanie zrozumieć dramatu Romana Paszke. Siedzą sobie oni w ciepłych mieszkaniach i bezmyślnie wystukują na klawiaturach komentarze w rodzaju:
On mówi, że zabrakło siły He he. Przecież wiedział na co się szykuje. To nie Zalew Zegrzyński. Zrobił w jajo sponsorów i tyle. Z motyką na słońce też mogę polecieć i powiedzieć za chwilę, że się nie udało. Żenada.
Jak tacy ludzie, którzy mają swoje hobby, bardzo kosztowne, potrafią namówić tzw. sponsorów i to nie raz. Dlaczego normalnie nie pracują i sami nie zarobią na to.
Rzecz jasna, żaden z komentatorów nie podpisuje się swoim nazwiskiem. Ot, siedzi i wylewa z siebie żółć. Tak jest najłatwiej – nic nie robić, tylko krytykować innych…

1 komentarz:

  1. Zgadzam sie z autoerem tego postu, woda i wiatr to zywioł .To nie kałuża,a jacht to nie rower , kiedy sie zmęczysz to możesz sobie zrobić postój.Kiedy te dwa zywioły złączą się w tańcu, nikt za nimi nie nadąży.Jak autor zauważył , łatwo krytykować , Niech laik przepłynie się po jeziorze łodzia, pełne gacie miec będzie ,

    OdpowiedzUsuń