czwartek, 31 stycznia 2013

Ubóstwo ojca Tadeusza R.



Zeznający jako świadek w sądzie toruński redemptorysta Tadeusz R. (zastrzegł swoje dane personalne, więc i ja nie wymieniam nazwiska) powiedział, że nie ma żadnych pieniędzy, a  o środki na fryzjera czy zakup butów musi prosić swojego przełożonego. Skromność i ubóstwo  cechujące tego znanego nie tylko w Polsce zakonnika byłyby naprawdę godne podziwu, gdyby nie pewien drobiazg. Otóż na tej samej rozprawie powiedział on, że ma tyle zajęć, iż często nie pamięta co było wczoraj. A skoro tak, to mogło przecież umknąć jego mocno obciążonej pamięci to i owo odnośnie finansów. Nie będę  aż tak złośliwy, żeby wypominać mu maybacha czy leksusa, bo wiadomo, że w tym zakonie nie ma własności prywatnej. Choćby nawet pieniądze płynęły niczym nurt Wisły po odwilży na konta związane z działalnością firmowaną nazwiskiem ojca Tadeusza R., to nie stają się jego własnością, lecz należą do zgromadzenia bądź fundacji. Nie ulega jednak wątpliwości, że choć on sam nie ma – jak twierdzi – żadnych pieniędzy, to jednak ma duży wpływ na ich rozdysponowanie.
Może to niezbyt fortunne porównanie, ale sytuacja ojca Tadeusza R. przypomina mi historie z majątkami gangsterów. Często zdarza się przecież, że uznawany za bogacza mafioso okazuje się być biedny jak – nomen omen – mysz kościelna. Cały majątek jest bowiem rozpisany na bliższą i dalszą rodzinę. W naszym przypadku miejsce rodziny zajmuje zgromadzenie a ojciec Tadeusz nie jest ojcem chrzestnym, tylko ojcem dyrektorem. No i żeby nie było niedomówień, to nie zdobywa on środków finansowych przy pomocy siły mięśni, broni białej czy palnej. Niezawodnym orężem ojca Tadeusza R. jest język. Dzięki umiejętnemu posługiwaniu się tym organem osiąga zamierzone cele, a kilka milionów naszych rodaków ochoczo wysyła przekazy i dokonuje przelewów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz