piątek, 18 stycznia 2013

Po odejściu przeora


Jacek Krzysztofowicz i abp Tadeusz Gocłowski - 2009 r

Kilka dni temu we wszystkich mediach aż huczało o porzuceniu przez dominikanina Jacka Krzysztofowicza stanu duchownego. Sądziłem, że uczciwe postawienie sprawy przez byłego przeora i proboszcza parafii św. Mikołaja, który w specjalnym oświadczeniu wyjaśnił motywy swojego kroku, przysporzy mu zrozumienia, a nawet sympatii. Nie do końca jednak tak się stało. Superekspres, na przykład, upraszcza sprawę dylematów moralnych byłego zakonnika i sugeruje, że chce on zostać celebrytą. Niektórzy internauci zaś posuwają się do  stwierdzeń typu: „Aż nie mogę uwierzyć w głupotę i pychę tego pajaca” czy „25-lat trzepania kasiory i wystarczy. Teraz czas na wydawanie na wino, kobiety i śpiew”.
Ja nie oceniam decyzji podjętej przez byłego już zakonnika. Po pierwsze, nie mam do tego prawa, a po drugie nie znam wszystkich okoliczności, które skłoniły go do podjęcia takiego a nie innego kroku. W tym kontekście dziwi mnie łatwość wydawania sądów przez ludzi nie mających zielonego pojęcia o ludzkich problemach duchowych.
Osobiście pozostaję z szacunkiem dla tego człowieka za jego wcześniejsze dokonania i mam nadzieję, że jego dalsze życie – po przejściu medialnej burzy – potoczy się prostym torem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz