Stłuczka i irańskie wyspy

 

05 maja 2022

Twierdza w Bam

Z naszego hotelu do twierdzy w Bam jest tylko 20 minut jazdy. Jesteśmy tam więc już o 8.40. Starożytna twierdza jest nadal mozolnie odbudowywana po tragicznym trzęsieniu ziemi  z 2003 roku. Zniszczeniu uległo wówczas około 80 procent budynków w mieście, a śmierć poniosło ponad  26 tysięcy mieszkańców. Cytadela była zbudowana  z suszonych  (nie wypalanych) cegieł wykonanych z mułu i słomy. Przetrwała półtora tysiąca lat. Odbudowa prowadzona jest przy użyciu oryginalnych materiałów i takimi samymi metodami jak niegdyś. Na górnym tarasie twierdzy spotkaliśmy Irańczyka, który chciał nam przeczytać wiersz ze swojej książki. Niestety, musieliśmy go rozczarować, bo po persku rozumiała tylko nasza pilotka Inez i miejscowy przewodnik a zarazem główny koordynator naszej wyprawy Farhad Farhoudi

Sprzedaż daktyli

Bam słynie też z doskonałych daktyli. Można nabyć je bezpośrednio z samochodów stojących przy wylotowej drodze. Cena za  kartonik o wadze 600 gram to zaledwie 200 tysięcy riali, czyli mniej niż jeden dolar. Bierzemy więc pięć opakowań…

Przed nami długa droga do Keszm (Qeshm). Pilotka szacowała, że pokonamy te 540 kilometrów w ciągu ośmiu godzin. Tymczasem podróż zajęła nam o sześć godzin więcej. Niestety, nie wszystko da się przewidzieć i zaplanować. Już po godzinie jazdy doszło do stłuczki. Nasz autokar został zarysowany przez włączające się do ruchu auto osobowe. Szkody w obu pojazdach nie były wielkie. Nikt też nie odniósł żadnych obrażeń, ale mimo to  trzeba było czekać na policję. Po 45 minutach od strony Dżiroft nadjechał wreszcie radiowóz z dwoma funkcjonariuszami. Jeden z nich, w przybrudzonej białej koszuli, nieśpiesznie obejrzał uszkodzenia, porozmawiał z kierowcami i zabrał się za sporządzanie protokołu. Pobrał też odciski palców od kierowców. Na koniec zaś wypisał mandaty. Dla obu kierowców! Temu z osobówki za wymuszenie pierwszeństwa, a naszemu za poruszanie się drogą nie przeznaczoną dla ciężarówek i autobusów. Po blisko dwóch godzinach mogliśmy udać się w dalszą drogę.

Twierdza w Manoujan

Tuż po szesnastej zatrzymaliśmy się na obiad. Tym razem nie było ryżu, lecz zapiekany makaron. Po obiedzie na krótko stanęliśmy przed twierdzą Sasanitów w Manoujan, oglądając i fotografując ją tylko z zewnątrz. Po drodze do Keszm natykaliśmy się na liczniejsze niż dotychczas kontrole policyjne. Niektóre patrole sprawdzały wyrywkowo bagaże i paszporty. Jak się potem dowiedzieliśmy,  tędy właśnie wiedzie główny szlak przemytniczy. Chodzi przede wszystkim o narkotyki. Za ich posiadanie do niedawna skazywano sprawców na karę śmierci. Od 2018 roku orzeka się w Iranie  ten wymiar kary tylko w przypadkach posiadania lub przewożenia ponad 50 kilogramów opium, 2 kg heroiny czy 3 metamfetaminy.  Stryczek grozi też za  zbrojny handel, wykorzystywanie w tym celu dzieci oraz organizację i finansowanie handlu narkotykami.   

W Bandar-e Abbas, już nad Zatoką Perską, kierowca niepotrzebnie wjechał do miasta. Poruszanie się w korkach i wyjazd na właściwą drogę to kolejne stracone minuty. Tymczasem w autokarze rosło zniecierpliwienie. Jednym przeszkadzała przedłużająca się jazda, a inni nie mogli doczekać się toalety. Ci pierwsi mogli tylko ponarzekać, bo i tak na nic nie mieli wpływu. Drudzy zaś, mniej lub bardziej zadowoleni, opróżnili swoje pęcherze na postoju w szczerym polu. O 21. 55 dotarliśmy wreszcie na przystań promową w Bandarpol Port. Tu najpierw sprawdzono nasze paszporty, a po półgodzinnym oczekiwaniu wjechaliśmy na prom samochodowy. Po kwadransie byliśmy już na wyspie. Jednak do hotelu w Keszm było jeszcze ponad godzinę drogi. Ostatecznie dotarliśmy  tam o północy. W hotelu Kimia, którego zresztą nie polecam, mieliśmy spędzić trzy noce.

06 maja 2022.

Sprzedawczyni na wyspie Hengam

W związku z wczorajszym późnym przyjazdem dzisiaj wyjechaliśmy z hotelu nieco później, czyli o 8.55. Program zapowiadał się interesująco. Najpierw wsiedliśmy do motorowych łódek i popłynęliśmy na poszukiwanie delfinów. W pobliżu wyspy Hengam było ich całe stado. Wesoło pluskały się wokół nas, pokazując na przemian płetwy ogonowe i  charakterystycznie wydłużone mordki. Trudno jednak było im zrobić dobre zdjęcia, gdyż poruszały się niezwykle szybko. Następnie popłynęliśmy na wspomnianą wyspę, a właściwie wysepkę. Przy brzegu obejrzeliśmy  wrak portugalskiego statku, a na piaszczystej plaży stragany z różnymi pamiątkami. Niektóre ze sprzedających je kobiet miały na twarzach charakterystyczne kolorowe maski. Wyspy Keszm, Hengan i Hormuz zamieszkane są w większości przez Arabów. Nie brak tu także Indusów, o czym świadczyło choćby stoisko ze świeżo smażoną samosą (300 riali za sztukę). Przed powrotem na Keszm obejrzeliśmy jeszcze stada kolorowych rybek, które bardzo ochoczo rzucały się na kawałki podawanego im przez nas chleba.

Chakkooh Kanyon

O trzynastej dotarliśmy do Chakkooh Canyon – jednej z największych atrakcji przyrodniczych wyspy Keszm. Upał daje się we znaki, niemniej jednak warto przejść się wąskim dnem kanionu, pośród poszarpanych skał i wysokich zboczy. Posłuchać po drodze śpiewu ptaków. Obejrzeć głęboką studnię, z której sympatyczny  pan wydobywa zimną wodę przy pomocy dzbanka przymocowanego do długiego sznura, a następnie za symboliczną opłatę polewa chętnym ręce lub głowy.  Podziwiać różnorodne kolory i kształty skał lub chronić się przed upałem pod rosnącymi tu drzewami akacji (ich strąki stanowią przysmak wielbłądów). Rosną one na tym pustkowiu dzięki dostępności wody, której podczas intensywnych opadów jest nawet zbyt dużo, co czasami powoduje nawet zamknięcie kanionu dla odwiedzających. W Chakkooh Canyon  okoliczni mieszkańcy chronili się niegdyś przed portugalskimi najeźdźcami. Później szukali tu schronienia  pasterze ze swoimi stadami. Od kiedy jednak geopark został wpisany na listę UNESCO, wprowadzanie zwierząt do kanionu jest zakazane.

Wracając do autokaru natknęliśmy się na grupę Irańczyków. Były oczywiście tradycyjne pytania o kraj naszego pochodzenia i robienie wspólnych zdjęć. W pewnym momencie jedna z naszych pań zachwyciła się  ładnym szalem Iranki. Ta zaś bez chwili wahania zdjęła go z

Chłodzenie w kanionie :)

głowy  i – nie zważając na protesty – niemal wcisnęła  jej do rąk tę tkaninę. Dla nas może to być nieco szokujące, ale w Iranie mieści się w kanonie dobrych obyczajów, tzw. ta’arof.

W Guran, nieopodal Tabl obejrzeliśmy ręcznie budowany drewniany statek typu lenj (lendż).  Prawdziwe cudo! Co ciekawe, nie stał w żadnym doku, lecz zwyczajnie na piasku, kilkadziesiąt metrów od brzegu. Podparty drewnianymi wspornikami.

Chwilę później w porcie Laft po raz drugi tego dnia wsiedliśmy do motorowych łodzi. Tym razem popłynęliśmy do pobliskich lasów namorzynowych (mangrowych). Przyznam szczerze, że po raz pierwszy w życiu miałem okazję obejrzeć je na żywo. Grube pnie wynurzające się z morza i gęste zielone korony drzew  sprawiają wrażenie  wodnej dżungli. Od brzegu lądu dzieli nas przynajmniej kilometr. Wokół nas widać mnóstwo białych czapli. Niektóre siedzą na gniazdach, wysiadując jaja, inne z krzykiem krążą nad naszymi głowami. Nieopodal rozciąga się inny las – tym razem długich tyczek, na których zawieszono sieci rybackie.

Las namorzynowy

Po powrocie na wyspę udajemy się na obiad. Jak przystało na nadmorską restaurację, do tradycyjnego ryżu podawane są krewetki lub ryby, w zależności od upodobań. Wybieram te pierwsze. Są bardzo smaczne. Sam lokal też  jest bardzo klimatyczny. Oprócz akwarium z rybkami oczy konsumentów cieszy również zielona papuga.
Obiad w Keszm

07 maja 2022

Pobudka  o 5.45. Pobranie suchego prowiantu i o 6.30 wyjazd na przystań promową w Keszm. Prom na wyspę Hormoz miał odpłynąć o godzinie siódmej, ale ostatecznie odcumował pół godziny później. Płynęliśmy nieco ponad godzinę. Na  miejscu wsiedliśmy do niewielkich busów i rozpoczęliśmy nieśpieszny objazd wyspy. Śmiem twierdzić, iż Hormoz – mimo że znacznie mniejsza od Keszm -  posiada o wiele więcej atrakcji krajobrazowych. Zaczynamy zwiedzanie od salin i kolorowych gór słonych. Potem jest Dolina Tęczowa i  spacer  na skraj poszarpanego klifu nad wodami Zatoki Perskiej. Niestety, miejsce to jest trochę zaśmiecone. Widać, że tutejsza ludność – w przeciwieństwie do tej zamieszkującej kontynentalną część Iranu – nie dba przesadnie o prządek. Jednakże oszałamiający widok fantastycznych kształtów i kolorów skał rekompensuje ten drobny w sumie dysonans. Innym cudem natury jest Szafranowa Rzeka. Już sama nazwa daje wyobrażenie o jej barwie i uroku.

Hormoz - słone góry

Niejako dla odmiany oglądamy też wytwory rąk ludzkich. Pierwszy z nich to portugalska twierdza, a właściwie to co z niej zostało, czyli trochę murów i podrdzewiałych luf armatnich. Stosunkowo dobrze zachował się tam podziemny kościół z łukowym sklepieniem. W drugim przypadku chodzi  o jak najbardziej współczesne muzeum Ahmada Nadaliana. Ten niespełna sześćdziesięcioletni artysta jest znany nie tylko w Iranie. Jego rzeźby znajdują się w wielu krajach. Nadalian,  potomek nomadów, znany jest też z projektów związanych z ochroną środowiska. Ponadto jest społecznikiem, który zaktywizował wiele miejscowych kobiet do malowania i rękodzieła, dzięki czemu mogą zarabiać na swoje utrzymanie.

Rzeka szafranowa

Tym razem obiad zjadamy w prywatnym domu. Siadamy po turecku na podłodze. Gospodarz rozkłada foliowy obrus bezpośrednio na dywanie, a następnie podaje prostokątne talerze z ryżem, frytkami i dwoma kawałkami ryby. Jedna to barakuda. Nazwy drugiej nie zapamiętałem, aczkolwiek była bardzo smaczna.

Do Keszm wróciliśmy przed siedemnastą. Tym samym mieliśmy pierwsze od początku wyjazdu wolne popołudnie. Niestety, obsługa hotelowa nie popisała się. Mimo zostawionego w recepcji klucza nikt nie raczył zajrzeć do pokoju, by posprzątać czy wymienić ręczniki (w poprzednim dniu sytuacja była analogiczna).

08 maja 2022

O ósmej opuszczamy mało sympatyczny hotel (zostawiłem w nim ładowarkę do telefonu) i wyruszamy w drogę do Sziraz. Przed nami około 580 kilometrów. W naszych warunkach przejazd zająłby jakieś 5-6 godzin. Tutaj trwało to 13 godzin. Najpierw ponad godzinę oczekiwaliśmy na wjazd na prom. Potem był problem ze zjazdem z niego (zbyt wysokie nabrzeże). Już na stałym lądzie spowalniały nas policyjne kontrole z wyrywkowym sprawdzaniem bagaży i paszportów. Poza tym co pewien czas kierowcy musieli meldować się na policyjnych posterunkach, żeby uzyskać stempel w książce wyjazdu.

Obiad zjedliśmy o 13.35. Tym razem do ryżu był grillowany kurczak i jogurt.

W dalszej drodze pejzaż za oknem zaczął się zmieniać. Pustynne i półpustynne  tereny ustępowały miejsca polom uprawnym. W Iranie uprawia się, oczywiście nie wszędzie, pszenicę, jęczmień, winorośl, tytoń, bawełnę, szafran, herbatę, ryż, daktyle i banany. Inną dziedziną rolnictwa jest pasterstwo. Hoduje się głównie kozy i owce, choć nie brak też krów i wielbłądów.

Hormoz - klif

Zarobki w Iranie nie są imponujące. Minimalne wynagrodzenie wynosi bowiem około dwieście euro miesięcznie. Policjant czy nauczyciel zarabia równowartość około 350 euro. Tymczasem cena za metr kwadratowy mieszkania w Teheranie wynosi 1 500 euro. Za najtańsze auto produkcji irańskiej trzeba zapłacić 8 tysięcy auro, a za najdroższe 30 tysięcy.14. 35 znowu kontrola. Minimalna  ok 200 euro,  nauczyciel  350, lekarz 3 tys euro. Bezrobocie  9 procent,  inflacja  ok. 35 procent.

Długą drogę umilamy sobie oglądaniem filmu irańskiego reżysera Asgara Farhadiego „Klient”. Obraz ten, podobnie jak poprzedni pt.: „Rozstanie”, wiele mówi o obyczajowości irańskiej. Pewnych spraw trzeba się domyślać, bo cenzura nie pozwala na ich dosłowne pokazywanie. Nie ma mowy o obejrzeniu jakiegokolwiek zbliżenia pomiędzy bohaterami, a golizna na ekranie nigdy nie ma prawa być pokazana.

Tym razem nocujemy w hotelu  Shiraz Kowsar.

Pierwsza część relacji:  tutaj 

Trzecia część relacji: tutaj

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Białe rękawiczki

  Niedawno głośno było o byłym już ministrze, który chciał ukarać naczelniczkę poczty w Pacanowie za krytyczne wypowiedzi na temat poczyna...

Posty