czwartek, 26 stycznia 2017

Fakty i legendy


B. Wieniawa-Długoszowski fot. Wikipedia

W ostatnim numerze "Angory" (nr 5) natrafiłem na parę nieścisłości. W  reportażu Julii Machnowskiej o  domu pracy twórczej w Oborach wypowiada się między innymi kierownik obiektu Tomasz Miler.  Twierdzi on, że w Oborach tworzył "Czterech pancernych i psa" niejaki Szymanowski. Tymczasem, jak powszechnie wiadomo, autorem tej znanej i popularnej, choć mocno podkoloryzowanej opowieści o polskich pancerniakach, był Janusz Przymanowski.
Z kolei w artykule o  balach w międzywojennej Warszawie "Do białego rana", którego autorem jest Jacek Feduszka, znajduje się taki oto passus: Znany z ułańskiej fantazji gen. Bolesław Wieniawa-Długoszowski miał zwyczaj od do czasu wjeżdżać konno do "Adrii". Brzmi to interesująco, ale prawda jest nieco inna. Wieniawa nigdy nie wjechał do wspomnianej restauracji na koniu. Owszem, krążyły takie opowieści po Warszawie, ale zazwyczaj opowiadający dodawali magiczne słówko "podobno".  Tę miejską legendę przekonująco obala między innymi Sławomir Koper w swojej książce "Życie prywatne elit   Drugiej Rzeczpospolitej": Niestety, nie jest prawdziwa opowieść, że Wieniawa wjechał konno do "Adrii". Zapewne gdyby była taka możliwość, uczyniłby to bez wahania, niestety lokal nie był do tego przystosowany. Wejście było tak wąskie i niskie, że nie zmieściłby się tam nawet Pigmej na kucyku.
Niezbyt też pasuje zdjęcie ilustrujące wspomniany artykuł, na którym widać między innymi premiera Cyrankiewicza. Też na balu, tyle że w latach sześćdziesiątych...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz