środa, 18 maja 2016

Aborcja i tolerancja



Przed gdańską Galerią Bałtycką od dłuższego czasu stoją przedstawiciele Świadków Jehowy, którzy propagują swoje wydawnictwa. Nie zauważyłem, żeby to komuś przeszkadzało. Ludzie mijają ich na ogół obojętnie, a oni nie są nachalni. Można by więc rzec, że jesteśmy tolerancyjni. Być może, ale nie zawsze i nie w każdej sprawie.



Dzisiaj w tym samym miejscu byłem świadkiem awantury, w tle której była kwestia potencjalnej ustawy o całkowitym zakazie przerywania ciąży. Parę młodych osób zbierało podpisy przeciwko projektowi wzmiankowanej ustawy. Nikogo nie przekonywali na siłę. Kto chciał, podpisywał, kto nie chciał, szedł dalej. Mimo to niektórym przechodniom nie podobał się sam fakt zbierania takich podpisów.



Kiedy tam pojawiłem się, trwała właśnie szarpanina między jednym ze zbierających podpisy z jednej strony, a przeciwnikiem tej inicjatywy z drugiej. Werbalny udział w tym zdarzeniu brała też siostra zakonna. Do bójki nie doszło, ale ostre słowa padały z obu stron.



- Za każdy zebrany podpis Pan Bóg was rozliczy! - wołał jeden ze zwolenników całkowitego zakazu aborcji, który wracał właśnie z żoną i dzieckiem z zakupów.



- O ile Bóg istnieje - odpowiedziała równie głośno młoda dziewczyna.



Zakonnica poświadczyła, że istnieje, bo kiedyś była ciężko chora i wyzdrowiała. Dlatego właśnie wstąpiła do zakonu.



Zazwyczaj nie wypowiadam się na tematy religijne, bo szanuję uczucia innych. Uważam jednak, że w tym wypadku nie chodzi o wiarę, a o brak tolerancji dla innych przekonań. Co komu przeszkadza fakt zbierania podpisów przeciwko wprowadzeniu całkowitego zakazu przerywania ciąży? Przecież nie jest to równoznaczne z nakazywaniem dokonywania aborcji. To jest tylko akcja mająca na celu pozostawienie kobiecie możliwości wyboru. To ona ma zdecydować, czy chce umrzeć przy porodzie, urodzić dziecko z gwałtu czy też genetyczną roślinkę. Dlaczego mamy zabierać jej to prawo? Jeżeli już powołujemy się na Boga, to dlaczego zapominamy o modnej ostatnio klauzuli sumienia? Skoro lekarze mogą z niej korzystać, to dlaczego kobiety nie miałyby prawa rozstrzygać aborcyjnych dylematów we własnym sumieniu? Przecież każdy z nas - trzymając się terminologii religijnej - sam odpowie za swoje uczynki na sądzie ostatecznym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz