środa, 23 lipca 2014

Szwecja - wspomnienie moroszki



Moroszka
Otrzymuję coraz więcej maili, jak zwykle w sezonie, z prośbą o rady odnośnie zbiorów runa w Szwecji. Czasami pytania są kuriozalne, jak na przykład o to, czy warto jechać na jagody rowerem. Częściej jednak potencjalni zbieracze pytają o konkretne sprawy. W miarę możliwości staram się odpowiadać na wszystkie pytania. Często więc otrzymuję podziękowania. Jedno z nich cytuję poniżej:

Serdecznie dziękuję Panu za czas poświęcony na przeczytanie mojej wiadomości i odpowiedź.

Na pewno skorzystamy z Pańskich rad. Przede wszystkim chciałbym Panu podziękować za "zarażenie" mnie wyjazdem do Szwecji.

Jestem przekonany, że miło będziemy wspominać ten wyjazd, jeżeli nasz Fiacik Punto podoła swojemu zadaniu.

Zdrowia i szczęścia życzę!

A co dzieje się aktualnie w Szwecji? Rano miałem telefon od S. Wczoraj pił z A., więc dzisiaj nie  poszedł na zbiory. Jakoś mnie to nie zdziwiło... Podobnie jak narzekanie na A. Temu facetowi zawsze i z każdym jest źle. Pamiętam, jak w 2004 roku narzekał na parę młodych ludzi z Sopotu, potem na J., a wreszcie przed rokiem, na mnie.

Urodzaj podobno jest średni, a za moroszkę płacili wczoraj 80 koron za kilogram. Myślę, że to nieźle jak na początek.

Co do A., to miał pecha do załogi. Wyjechał z Polski z pewnym małżeństwem, którego wcześniej nie znał. Po przyjeździe do Norsjo, owa para postanowiła zrezygnować ze zbiorów i pojechać do Norwegii. W efekcie A. został sam na kempingu, bez żadnego środka lokomocji. Kolejnego dnia porozumiał się z jakimś Polakiem, który przyjechał tutaj motocyklem. Mieli razem jeździć na zbiory moroszki Niestety, już po pierwszym dniu okazało się, że nie nadają na tych samych falach i dalsza współpraca będzie trudna. A. poprosił więc S. o możliwość przyłączenia się do jego ekipy. Wiedział, z kim będzie miał do czynienia, ale to była jego ostatnia deska ratunku. Ciężkie dni przed nim...

Bywa też tak, że wyprawa nie dochodzi do skutku z przyczyn losowych. Jedna z moich czytelniczek, której przekazywałem różne wskazówki i dzieliłem się swoimi doświadczeniami, napisała mi, że na tydzień przed wyjazdem musiała anulować rezerwację biletów na prom. Przyczyną tego kroku był wypadek jej męża, który został kontuzjowany przy budowie ich domu.

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Ano z prozaicznego powodu. W tym roku nie jadę bowiem do Szwecji, więc w ten sposób wyrażam swoją tęsknotę za tym krajem.
P.S.  Więcej o moroszce i nie tylko tutaj

5 komentarzy:

  1. Mam nadzieję, że kiedyś wybiorę się do Szwecji, niekoniecznie w celu zbierania moroszki:) Wcześniej nie słyszałam nawet o tej roślince, a Wikipedia mi podpowiedziała, że w Polsce również można ją znaleźć, ale niestety bardzo rzadko owocuje.

    OdpowiedzUsuń
  2. W tym roku nawet w Szwecji stosunkowo mało jest owoców moroszki, o czym donoszą mi znajomi, którzy tam przebywają :)

    OdpowiedzUsuń
  3. a ja z niecierpliwoscia czekam na nowe opowiesci o szwecji a to sie okazuje ze ich nie bedzie szkoda pozostaje tylko tesknota

    OdpowiedzUsuń
  4. Dlaczego tylko tęsknota? Można przecież w każdej chwili wybrać się za morze. Ja np. płynę za 2 tygodnie do Karlskrony na "Rowerowy potop"

    OdpowiedzUsuń
  5. tesknota dlatego ze od kilku lat mieszkam we wloszech urlop nie zawsze dostajemy z zona razem itroszke sie komplikuje nasz ostatni wyjazd 2011 jak fajnie bylo sie troszke odmlodzic pozdrowionka

    OdpowiedzUsuń