poniedziałek, 17 lutego 2014

Ubezpieczenie gwarancji, czyli patent EURO AGD



W czasach mojej młodości, czyli u schyłku dekady Gierka, zakup takich urządzeń jak telewizor czy lodówka stanowił poważną inwestycję. Nie chodziło tylko o cenę. Ważniejszym problemem było wystanie w kolejce danego urządzenia. Czasami trwało to tygodniami i miesiącami. Jeżeli już jednak miało się szczęście nabyć interesujący nas sprzęt, to cieszyliśmy się z niego przez długie lata. Niezwykle rzadko zdarzało się, żeby coś się psuło. Owszem, czasami  przepalił się bezpiecznik w telewizorze lub wysiadł termostat w lodówce, ale takie usterki można było usunąć we własnym zakresie. Generalnie jednak ówczesne urządzenia działały przez długie lata, np. moja lodówka funkcjonowała przez 21 lat.

Obecnie na rynku mamy ogromny wybór sprzętu typu lodówki, pralki, telewizory i komputery. Za niczym nie trzeba stać w kolejkach. Ba, nie trzeba nawet posiadać odpowiednich funduszy na zakup. Usłużni sprzedawcy podpowiedzą możliwość zakupu na raty z zerowym oprocentowaniem. Przy okazji wcisną nam ubezpieczenie kredytu, dodatkową gwarancję i tp.

W tym miejscu przejdę do osobistych doświadczeń. Z pewnych względów zdecydowałem się na zakup nowego laptopa. Na stronie internetowej wybrałem interesujący mnie model i udałem się do placówki Euro AGD w celu sfinalizowania transakcji. Sprzedawczyni zasugerowała mi najpierw możliwość zakupu na raty. Kiedy jednak stwierdziłem, że zapłacę na miejscu kartą, spróbowała podejść mnie z innej strony.

- A może chciałby pan dodatkowe ubezpieczenie gwarancji?

- A po co?- zdziwiłem się. – Przecież producent daje mi dwuletnią gwarancję…

- No tak, ale ta gwarancja nie obejmuje uszkodzeń mechanicznych. Poza tym teraz producenci tak konstruują sprzęt elektroniczny, że zaraz po upływie gwarancji wysiada.

Z tym ostatnim argumentem byłbym skłonny się zgodzić. Faktycznie, współcześnie produkowane sprzęty szeroko pojętego AGD mają dość krótki żywot. Niemniej jednak nie lubię, gdy ktoś zbyt natarczywie wmawia mi dodatkowe usługi. Odpowiedziałem więc nieco sarkastycznie:

- Mój obecny laptop służy mi od pięciu lat i jakoś nic się z nim nie dzieje.

-  Może się panu poszczęściło, ale naprawdę warto mieć takie ubezpieczenie. Zdarza się bowiem, że nawet w okresie gwarancyjnym niektóre usterki nie są uznawane przez serwisy – brnęła dalej sprzedawczyni.

- A ile by mnie kosztowała ta dodatkowa usługa? – zapytałem na odczepnego.

- 360 złotych – usłyszałem.

Kwota ta stanowiła dokładnie 15 procent wartości laptopa, którego miałem zamiar nabyć. Odpowiedziałem więc, że wolę zaryzykować i kupić sprzęt na normalnych warunkach. Sprzedawczyni była wyraźnie zawiedziona. Nie dziwię się, straciła bowiem prowizję, którą za pośrednictwem firmy ubezpieczeniowej (prawdopodobnie Ergo Hestia) wypłaciłoby jej kierownictwo sklepu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz