poniedziałek, 30 września 2013

Jubileusz Wałęsy bez kadzenia


Dodaj napis

Krótka refleksja na marginesie wczorajszych obchodów siedemdziesięciolecia urodzin Lecha Wałęsy. Nie jest dla mnie ważne, czy w oliwskim Pałacu Opatów bawiło się pięciuset czy siedmiuset gości (media podawały różne liczby). Mało mnie też obchodzi, kto finansował to wystawne przyjęcie. Jednakże patrząc na zamieszczane  w środkach przekazu zdjęcia i nazwiska gości, zastanawiam się nad jednym. Czy Lech Wałęsa ma przyjaciół tylko wśród kościelnych, politycznych, biznesowych i artystycznych elit? Jestem bardzo ciekaw, czy na liście zaproszonych znaleźli się dawni koledzy Wałęsy z zakładów pracy, w których był zatrudniony do 1980 roku. Czy w ogóle utrzymuje z nimi jakieś kontakty? Owszem, widziałem Jerzego Borowczaka, ale on jest w tej chwili posłem, a mnie chodzi o tych zwyczajnych robotników, dla którym los nie był tak łaskawy.
Wiadomo, że zryw Solidarności poparło 10 milionów ludzi, w tym milion członków PZPR. Wiadomo też, że po 1989 roku bardzo wielu z nich zawiodło się. W opinii wielu dawnych członków Solidarności tak  zwana transformacja ustrojowa spowodowała  głównie wymianę – sorry za brutalne określenie – ryjów przy korycie. Świadczą o  tym choćby poniższe komentarze, które na chybił trafił wybrałem z sieciowej dżungli.
Biedny Gdańsk. Biedne trójmiasto. Za strajki i zryw wolnościowy mieszkańcy zostali ukarani układem PO, hierarchowie kościelni, Wielki Elektryk. To towarzystwo wzajemnej adoracji rozdziela między siebie wpływy i synekury. Dla reszty mieszkańców nędza i beznadzieja.

A na moich urodzinach nikt nie był, bo zabrakło mi pieniędzy żeby cokolwiek zrobić i zaprosić gości. Taki los zgotowali nam rządzący. Dziękuję im, bo czuję się jak Łazarz z dzisiejszej ewangelii, lecz mam nadzieję na przyszłość jak ów bohater .

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz