piątek, 6 września 2013

Barreiro i Amerigo Vespucci



Barreiro

Z hostelu wymeldowaliśmy się wczoraj o jedenastej. Zostawiliśmy tam jednak swoje rzeczy, gdyż zamierzaliśmy do wieczora powałęsać się po Lizbonie i nie tylko. Na początek kupiliśmy na dworcu rzecznym Terreiro do Paco bilety do Barreiro. Popłynęliśmy tam statkiem Jorge de Sena.  Z szerokiego w tym miejscu Tagu doskonale widoczna jest panorama Lizbony, począwszy od Ponte 25 de Abril (mostu 25 kwietnia) aż po most Vasco da Gama. Rejs w jedną stronę trwa 25 minut, co jest czasem w zupełności wystarczającym na obejrzenie od strony wody stolicy Portugalii oraz pobliskiego Barreiro. W samym Barreiro nie ma zbyt wiele do oglądania. Owszem, jest tu marina, stary i nowy dworzec kolejowy, sporo piaszczystych plaż, ale turystów niewielu.

Amerigo Vespucci
Po ponownym przypłynięciu do Lizbony obejrzałem z zewnątrz i od wewnątrz cumujący tu właśnie włoski żaglowiec Amerigo Vespucci. Ten trójmasztowiec, będący szkolną jednostką marynarki włoskiej, zwodowano ponad 82 lata temu.

Ostatnie spacery po ulicach starej części miasta. Niemal wszędzie na środku deptaków stoją stoliki okolicznych restauracji, a kelnerzy
 podsuwają pod nos potencjalnym konsumentom karty dań. Chodniki i deptaki wykonane są z białych i czarnych kostek brukowych.


Wieczorem pojechaliśmy na lotnisko. Nasz lot do Monachium przewidziany był co prawda na 6.15 rano, ale metro w Lizbonie nie kursuje od pierwszej w nocy do 6.30 rano. Trzeba więc było jakoś przekoczować kilka godzin. Osobiście nie narzekam, bo znalazłem idealne miejsce do spania.

Rano odlecieliśmy zgodnie z rozkładem. Obawiałem się nieco o terminowy przylot do Monachium, gdyż stamtąd mieliśmy odlot do Gdańska dosłownie na styk. Tymczasem w samolocie zasłabła jedna pasażerka i istniała groźba awaryjnego lądowania. Na szczęście obecny na pokładzie lekarz wraz ze stewardessami doprowadził tę kobietę do stabilnego stanu i bez problemów zdążyliśmy się przesiąść. Dwadzieścia minut po dwunastej byliśmy już w Gdańsku. Tym samym jedenastodniowa przygoda z Portugalią dobiegła końca.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz