wtorek, 12 lutego 2013

Zapiski z kriokomory

Zakład Balneologiczny w Sopocie
Zakładam, że większość czytelników mojego bloga słyszało o krioterapii. Na pewno jednak niewielu z nich doświadczyło jej osobiście. Dlatego chcę podzielić się swoimi odczuciami z pierwszych dwóch pobytów w kriokomorze, cytując fragmenty osobistego dziennika. Polecam też ciekawy, moim zdaniem, materiał na ten temat


11.02.13. Poniedziałek

Dzisiaj pierwsze dwie minuty w kriokomorze. Temperatura minus 110o C. Mam na sobie czapkę, rękawice, skarpety i buty, spodenki gimnastyczne oraz maskę na twarz. Przechodzę przez dwie śluzy, po czym trafiam do właściwej komory, która ma wymiary około 2 x 1,5 m. Uczucie zimna z początku uderza z dużą mocą, ale powoli przyzwyczajam się.  Po wyjściu z kriokomory rozgrzewam się na rowerze stacjonarnym i bieżni. Szkoda, że nie byłem na „zamrażaniu” kilka minut później, gdyż załapałbym się na nagranie programu dla TVN…


12.02.13 Wtorek

Pechowy sutek
Dzisiaj przebywałem w kriokomorze przez całe trzy minuty. Najbardziej zimno było mi na początku. Potem odczuwałem już tylko dokuczliwe pieczenie sutka. Tak się bowiem składa, że na jego czubku od wielu już lat mam niewielką narośl. W tym właśnie miejscu - jak się później okazało – pod wpływem zimna utworzył się bąbel. Po powrocie do domu posmarowałem go detreomycyną i mam nadzieję, że nie będzie mi już sprawiał kłopotów.

Przede mną jeszcze osiem dni krioterapii. Jestem przekonany o jej skuteczności, więc nie przerażają mnie nawet ewentualne odmrożenia najbardziej wystających elementów ciała. Zresztą, te najważniejsze z męskiego punktu widzenia, są bardzo dobrze osłonięte…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz