środa, 27 lutego 2013

Czuły eWUŚ



Według ministra Boniego system eWUŚ (elektroniczna weryfikacja uprawnień  świadczeniobiorców) działa bardzo dobrze. Podobnego zdania jest szefowa NFZ Agnieszka Pachciarz. Twierdzą oni, że w styczniu tylko 0,1 procenta pacjentów nie mogło odnaleźć się w systemie. Tymczasem Anita Karwowska z MetroMSN uważa, że prawie dwa miliony osób ma problem z potwierdzeniem uprawnień do świadczeń medycznych. Nie wiem jak jest do końca z tymi liczbami, ale opowiem na własnym przykładzie, dlaczego ten niezwykle czuły system – jak określiła go inspektor Joanna Gorczyca z oddziału ZUS w Gdańsku przy ul. Tuwima – nie wykazuje mnie wśród osób ubezpieczonych.
Wspomniana pani inspektor przez długie minuty wpatrywała się w ekran monitora i za nic w świecie nie mogła wydedukować, dlaczego  system eWuś mnie „nie widzi”, mimo iż jestem ubezpieczony i płatnik odprowadza należne składki. Poprosiła w końcu o pomoc koleżankę, a ta już po paru kliknięciach zorientowała się, w czym rzecz. Otóż okazało się, że w 2002 roku do ubezpieczenia zdrowotnego zgłosił mnie ówczesny zakład pracy mojej żony, który wkrótce został zlikwidowany.  Od tego czasu wielokrotnie jeszcze byłem ubezpieczany przez różne podmioty, jednak w rejestrach ZUS wciąż tkwi ta rejestracja sprzed jedenastu lat. Oznacza to, że dopóki nie zostanę wyrejestrowany, dopóty nie będę mógł być ujęty w eWUŚ. Sytuacja jest na tyle paradoksalna, że nadal mam prawo do świadczeń leczniczych, lecz każdorazowo muszę wypełniać stosowne oświadczenie. Tak więc jestem ubezpieczony, ale w systemie eWUŚ mnie nie ma…
W przypadku dawnej firmy mojej żony na szczęście jest jej prawny spadkobierca, który być może będzie w stanie odkręcić tę zaległą sprawę. Kto jednak uzupełni formalności w ZUS w przypadkach osób, po których dawnych miejscach pracy nie ma ani śladu?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz