czwartek, 4 października 2012

Homole


Po drodze do pijalni wód

Kontrolne badanie lekarskie. Gabinet  zastępcy dyrektora do spraw lecznictwa. Sympatyczny staruszek (wspomniany już Tadeusz Tajstra) pyta: „Co słychać?” Odpowiadam więc standardowo i równie zdawkowo: „W porządku”, na co lekarz, wyraźnie zadowolony, oznajmia:
- To dobrze, że w porządku. Ma pan trochę więcej zabiegów niż wynosi minimum, ale nie będziemy nic ujmować, bo kto daje i odbiera…
- …ten się w piekle poniewiera – kończę popularne powiedzonko.
Lekarz podpisuje się na mojej karcie informacyjnej i na tym badanie się kończy. Obowiązek spełniony…

W wąwozie Homole

Co innego gimnastyka. Tutaj prowadząca zajęcia mgr fizjoterapii Anna Salamon nie markuje pracy. Pokazuje poszczególne ćwiczenia i sama je sumiennie wykonuje wraz z kuracjuszami. Nie zapomina przy tym o miłym uśmiechu.

Nasza przewodniczka

Przy Kamiennym Księgach

Nadal utrzymuje się ładna pogoda, a okoliczne góry i lasy nabierają uroku w promieniach jesiennego słońca. Dzisiaj mieliśmy okazję podziwiać między innymi słynny wąwóz Homole. Wycieczka do Jaworek, na których terenie znajduje się ta największa przyrodnicza atrakcja Pienin, zgromadziła tylu uczestników, że nie wystarczył autokar do ich zabrania. Dodatkowo pojechał więc jeszcze bus. W związku z tym była też druga przewodniczka, notabene bardzo sympatyczna. Niestety, nie znam jej nazwiska, gdyż jechałem w autokarze z panią Szelą, która jak zawsze robiła  reklamę sąsiadującemu z PCT zakładowi fotograficznemu, reprezentowanemu przez jego właściciela, o którym już pisałem bodajże wczoraj.
Na terenie rezerwatu Kanion, którego częścią są Homole, przyłączyliśmy się z żoną do grupy, którą prowadziła ta druga przewodniczka. Dla orientacji: młoda, urocza brunetka, ale mężatka…
Dnem wąwozu, którego długość wynosi zaledwie 800 metrów, szliśmy blisko godzinę, co pewien czas zatrzymując się, aby wysłuchać ciekawostek opowiadanych przez przewodniczkę, a przede wszystkim – żeby uwiecznić strome ściany wąwozu, skaliste dno potoku Kamionka, czy też płaskie skały zwane Kamiennymi Księgami. Te ostatnie znajdują się już poza samym wąwozem, na Dubantowskiej Polanie, na którą z dna jaru prowadzi dość strome i śliskie podejście.

Szałas "Bukowinki"

Kolejną godzinę spędziliśmy na Bukowinkach. Znajduje się tutaj  szałas (w rzeczywistości lokal gastronomiczny) o tej samej nazwie oraz bacówka. W tym pierwszym za piwo Lech czy Żubr trzeba zapłacić 6,50 zł, a w tej drugiej można za darmo napić się… żętycy. Nie sprawdzałem, ale żona twierdzi, że jest bardzo smaczna. O tym, że zastaliśmy tam kierdel owiec nie warto wspominać, bo na tym terenie jest to powszechne zjawisko.
"Chatka" Nigela Kennedy'ego w Jaworkach
Z Bukowinek można zjechać do Jaworek kolejką linową. Część uczestników naszej wycieczki zdecydowała się na taką opcję, jednak zdecydowana większość, w tym my, wybrała piesze zejście po stoku. Przy okazji po raz kolejny zobaczyliśmy, tym razem z góry, dom należący do Nigela Kennedy’ego.


Homole



 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz