piątek, 28 września 2012

Słowacja - rowerem do Czerwonego Klasztoru

Dzisiejsze zabiegi zostały wzbogacone o masaż pleców. Nie powiem, że mam jakieś zastrzeżenia do masażysty. Wprost przeciwnie, uważam, że przykładał się solidnie do swojej pracy. W skrytości ducha liczyłem jednak na to, iż trafię w ręce masażystki…

Bereśnik, w oddali Tatry

Po zabiegach spacer na Bereśnik. Do samego szczytu jednak nie docieramy. Dochodzimy wszakże na tyle wysoko, żeby sponad szczytów Pienin dostrzec zarysy Tatr. Pogoda jest wyśmienita. W nocy padał co prawda deszcz – bardzo potrzebny zresztą, gdyż w wyniku suszy Grajcarek   praktycznie można przejść w niektórych miejscach suchą stopą – ale od rana pięknie świeci słońce.
Po obiedzie przedstawiciele firmy Ecovital zapraszają nas na warsztaty kulinarne. Od razu domyślam się, że pod tym pojęciem kryje się prezentacja garnków i patelni. Nie daję się skusić darmowymi gadżetami typu okulary słoneczne. Wolę aktywnie spędzić popołudnie.

Na przystani w Szczawnicy

Schodzę do centrum Szczawnicy i wypożyczam rower przy stacji kolejki na Palenicę. Za godzinę użytkowania  jednośladu płaci się tutaj 4 zł. W innej wypożyczalni, obok pijalni wód, cena taka obowiązuje tylko za pierwszą godzinę, a za kolejne 3 zł, ale akurat dzisiaj wszystkie rowery były już wypożyczone.

Spływ Dunajcem

Trzy Korony

Przejeżdżam kładką na lewy brzeg Grajcarka i jadę wzdłuż jego brzegu porządnie wykonaną ścieżką rowerową.  Po przejechaniu  nieco ponad kilometra docieram do ujścia Grajcarka do Dunajca. Tutaj skręcam w lewo i obok przystani Szczawnica, gdzie kończą się spływy tratwami, jadę czerwonym szlakiem w kierunku Słowacji. Za postojem dorożek, już po słowackiej stronie, ścieżka rowerowa zmienia się w żwirowo-piaszczystą dróżkę. Jedzie się jednak nią bardzo wygodnie. Na całej trasie do Czerwonego Klasztoru, który jest celem mojej wycieczki, praktycznie jest płasko, poza jednym większym podjazdem, który jest zresztą łatwy do pokonania dla każdego jako tako przygotowanego rowerzysty.  Ścieżka przez cały czas biegnie wzdłuż Dunajca. Po drodze spotykam mnóstwo tratw płynących z przeciwka. Jesienny krajobraz Pienin jest wspaniały. Chwilami nie wiem czy jechać i pożerać wzrokiem różnobarwne, cudowne widoki, czy zatrzymywać się i pstrykać fotki. Ze ścieżki doskonale widać Sokolicę i Trzy Korony, nie licząc mniej znanych szczytów.

Kładka nad Dunajcem

Do Czerwonego Klasztoru docieram ostatecznie po ponad godzinie jazdy. Nie zwiedzam tutejszego muzeum. Sam budynek dawnego klasztoru nie sprawia na mnie jakiegoś szczególnego wrażenia. O wiele bardziej pasjonują mnie widoki z kładki nad Dunajcem, która łączy Czerwony Klasztor ze Sromowcami Niżnymi po polskiej stronie.
Przełom Dunajca
oga powrotna zajmuje mi już tylko 40 minut, mimo iż po drodze mijam wiele grup turystów, którzy idą często całą szerokością niezbyt szerokiej ścieżki. Z prawej strony jest ona osłonięta stromymi zboczami gór, ale z lewej jest tylko Dunajec, nad którym nie ma żadnych barierek.

P.S. Ta i inne relacje z podróży znaleźć można w książce "Od moroszki po morwę"



2 komentarze:

  1. No zazdroszczę ja tam bylem w zime i wszystko było po prostu białe ;) Teraz wygląda to o wiele lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Każda pora roku ma swoje uroki, ale teraz rzeczywiście jest tutaj wspaniale.:)

    OdpowiedzUsuń