W krainie szejków

 

 Po  czterech nocach w Dubaju wyjazd w stronę Zatoki Omańskiej. Po drodze odwiedzamy sąsiednie miasto i emirat Szardża. Tu warto wspomnieć, że jest to jedyny emirat, w którym rygorystycznie przestrzega się prawa szariatu. Oznacza to między innymi, że  nie wolno tu sprzedawać i podawać alkoholu. Ba, nie wolno go nawet przewozić. Generalnie Szardża jest sypialnią Dubaju.

Odbywamy spacer po ładnej promenadzie, potem podjeżdżamy pod okazały monument upamiętniający zjednoczenie emiratów. Nie zabawiamy tam długo, bo z nieba leje się ukrop. Tak na marginesie to właśnie w Szardży padł rekord gorąca w ZEA – w 2008 roku termometry odnotowały tutaj 48,5 stopnia C. O wiele przyjemniej jest we wnętrzu starego bazaru (Al. - Masgoof), w którym znajdują się też wyjątkowo czyste toalety. Nie widać tu żadnych klientów, a sam suk ma być podobno poddany remontowi, przez co nie tylko utraci swój urok, ale może też całkowicie przestać istnieć.

W Muzeum Cywilizacji Islamskiej  nie tylko mierzą nam temperaturę, co jest  standardem we wszystkich obiektach, ale też wręczają plastikowe rękawiczki. Wśród wielu eksponatów  natrafiamy także na polski akcent, a mianowicie na zdjęcie drewnianego meczetu w Kruszynianach. Jest to najstarszy zachowany meczet tatarski w Polsce.

Nieopodal Szardży znajduje się najmniejszy emirat ZEA, czyli Adżman. Zatrzymujemy się tu tylko na chwilę, żeby zobaczyć z zewnątrz historyczną twierdzę. Potem rzucamy jeszcze okiem na największą na świecie stocznię produkującą drewniane łodzie dhow. Łodzie te są o tyle ciekawe, że budowane są ręcznie zgodnie z ustnymi przekazami przechodzącymi na kolejne pokolenia.

W pobliskim centrum handlowym  w Al - Hamra, nieopodal klubu golfowego, znajduje się sklepik z alkoholem. Warto o tym wspomnieć, bo takie „źródełka” nie są zbyt często spotykane w Emiratach. Poza tym jest tutaj ogromny wybór alkoholi, w tym wielu bardzo tanich.  Przykładowo rum Old Monk o pojemności 0,75 litra kosztuje zaledwie 13 dirhamów, a indyjskie piwo z 8% zawartością alkoholu 4,5 AED.

Ostatnim przystankiem na naszej trasie jest  Fort Dhayah. Z drogi prowadzi do niego  232 stopnie. Wokół pełno kolców róży, nieopodal pasą się kozy. Strop fortu jest gliniany, więc trzeba uważać, żeby się nie zarwał, na co zwraca nam uwagę nieoceniony pilot Łukasz Augustowski. Dhayah jest najwyższym fortem na wzgórzu w ZEA. Przed 202 laty został zdobyty przez Brytyjczyków.

Przejeżdżamy przez góry Al-Hadżar i docieramy do miejscowości Dibba w emiracie Fudżajra, gdzie nad brzegiem Zatoki Omańskiej znajduje się nasz hotel Mirage.

Kilka kilometrów od Dibby znajduje się najstarszy w tym kraju meczet Badiyah. Ten mały obiekt zbudowano z błota i kamieni, nie używając przy tym żadnego drewna. Pochodzi on prawdopodobnie z XV wieku. Wygląda bardzo skromnie w  porównaniu z wielkomiejskimi meczetami w Dubaju czy Aby Dhabi. Nieopodal, u podnóża gór Hadżar położony jest niewielki cmentarz.

Jadąc dalej wzdłuż wybrzeża Oceanu Indyjskiego drogą E 99  natrafiamy na okazały amfiteatr. Nie jest to jednak artefakt z czasów rzymskich, lecz obiekt wybudowany przed zaledwie paroma laty. Wygląda tak samo sztucznie jak pobliski wodospad, którego nie ukształtowała przyroda, lecz został wykonany ludzką ręką. Jak już jednak wcześniej wspominałem, Emiratczycy chcą mieć wszystko największe i najpiękniejsze. Jeżeli coś im się spodoba na świecie, to natychmiast realizują to u siebie. Przy tej okazji żartowaliśmy, że brakuje im tylko obiektów do morsowania. Pewnie jednak i to byliby w stanie zrobić, gdyby tylko znaleźli się pasjonaci kąpieli w zimnej wodzie.

W Khorfakkan zajrzeliśmy do Shariah Heritage Museum, Jest to małe muzeum z eksponatami przedstawiającymi tradycyjną siedzibę rodziny arabskiej.  Parę chwil później dojechaliśmy do Fudżajry. W stolicy tego emiratu odwiedziliśmy fort z XVI wieku, będący jedną z głównych atrakcji turystycznych tego miasta. Oczywiście, w normalnych czasach, bo teraz byliśmy tam jednymi z nielicznych turystów. Ze wzgórza, na którym stoi fort z powiewająca dumnie flagą ZEA, doskonale widać panoramę miasta z wielkim meczetem na pierwszym planie. Jest on stylizowany na Błękitny Meczet w Stambule, choć jego elewacja jest w kolorze kremowym. Na dalszym planie widać las szklanych wieżowców, a w oddali pasmo gór Hadżar.

Tego dnia odwiedzamy jeszcze Masafi w emiracie Ras Al. Khaimah. Znajduje się tutaj fort o tej samej nazwie.  Jego wnętrze jest puste, ale wokół rośnie wiele drzew owocowych oraz różnobarwnych kwiatów.

W czwartkowe popołudnie wybraliśmy się jeepami do podwójnej eksklawy ZEA i Omanu. Jeżeli spojrzymy na mapę, to skojarzy się nam ciastko z dziurką lub donat. Jak to wygląda? Z Emiratów wjeżdżamy do eksklawy Omanu, we wnętrzu której jest eksklawa ZEA.. W tej pierwszej znajduje się miejscowość Wadi Madha, a w drugiej wioska Nahwa. Ani jedna, ani druga nie przypominają odwiedzonych dotychczas miejsc. Znajduje się tutaj wiele oaz pełnych zieleni, urokliwych kanionów oraz potężnych drzew banyan. Te ostatnie znane są jako figowce bengalskie i choć może nie są tu tak ogromne jak te w Indiach czy Tajlandii, to jednak mają wystarczająco dużo lian, żeby się na nich pobujać.

W Nahwa obok małego meczetu leży spory kamień. Według miejscowego zwyczaju powinien go podnieść każdy kawaler. Jeżeli nie da rady, to nie nadaje się do zawarcia małżeństwa. Z naszej grupy nie dokonał tego żaden…

Podczas tej wycieczki byliśmy świadkami  solidnej burzy i ulewnego deszczu. Dla nas to  nic nadzwyczajnego, ale tutaj opady o tej porze roku to prawdziwy ewenement. Nic dziwnego więc, że niemal wszyscy miejscowi wyciągnęli smartfony i zaczęli nagrywać tę pogodową anomalię. Po około godzinie deszcz przestał padać, a po burzy pozostały tylko połamane palmy daktylowe na drodze. O niedawnej ulewie przypominały też rwące w poprzek drogi strumienie wody spływające z gór. Pojawiła się też tęcza.

Część pierwsza tutaj

Burza w Dibba

Zatoka Omańska

Kamień "testowy" dla kawalerów

Banyan

Skutki ulewy

Meczet w Nahwa



Nasi kierowcy






Sułtan Omanu

 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Nie tylko Dubaj

Posty