poniedziałek, 16 czerwca 2014

"Zadzwoniłem do Donalda i powiedziałem mu..."



Na szczytach władzy kolejna afera taśmowa. Tym razem dali się podsłuchać  między innymi Marek Belka i Bartłomiej Sienkiewicz. Były premier a obecnie szef NBP oraz minister spraw wewnętrznych, prywatnie prawnuk noblisty, rozmawiali o ważnych sprawach państwowych w restauracji Sowa i Przyjaciele w Warszawie. Inna para podsłuchanych polityków to były minister transportu Sławomir Nowak i były wiceminister finansów Andrzej Parafianowicz. Redakcja "Wprost" zapewnia, że ma znacznie więcej podobnych nagrań. Nowak już zrezygnował z członkostwa w PO. Opozycja domaga się powołania rządu technicznego (PiS) lub wcześniejszych wyborów (Ruch Palikota). Póki co nie wiadomo, kto stoi za tymi podsłuchami.

Po raz kolejny wychodzi jednak na jaw, że nasi wybrańcy w prywatnym gronie rozmawiają językiem nie odbiegającym od tego, jakim posługują się zwykli pijaczkowie. Notoryczne rzucanie
"chujami" i "kurwami" przez tych panów, którzy przed telewizyjnymi kamerami silą się na wykwintny język, wystarczająco obnaża ich dwulicowość.

Nie wnikam w to, czy to premier wysłał swojego ministra do prezesa banku centralnego czy też było to spotkanie zainicjowane przez kogoś innego. Ważne jest, że w świetle opublikowanych nagrań premier Tusk wychodzi na człowieka, któremu mijanie się z prawdą przychodzi dość łatwo. Jak bowiem wytłumaczyć inaczej fakt, że publicznie mówił kiedyś, iż nie miał pojęcia o piramidzie finansowej Amber Gold, gdy tymczasem Marek Belka twierdzi, że uprzedzał go o tym przekręcie kilka miesięcy przed wybuchem afery? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz