poniedziałek, 17 czerwca 2013

My name is Jan, Jan Nowak



Dziś słów kilka o publikowaniu czyjegoś imienia i nazwiska. Zawsze wydawało mi się, że jest rzeczą oczywistą podanie personaliów osoby, która prowadzi np. publiczną imprezę lub spotkanie jakiejś zorganizowanej grupy. Słowem – występuje niejako z urzędu i nie jest w danym momencie kimś prywatnym. Nigdy też nie przyszło mi do głowy, aby pytać taką osobę o wyrażenie zgody na ujawnienie nazwiska. Nie miałem też dotychczas przypadku, aby ktoś kwestionował zamieszczenie  jego nazwiska w którymś z moich mniej lub bardziej publicznych tekstów. Do czasu…
Ostatnio otrzymałem bowiem maila, w którym ze zdumieniem przeczytałem: Jan Kowalski (nazwisko zmienione – przyp. I. G.) zamień  na Jan. Ustalaj, proszę, ze mną na przyszłość zgodę na publikację.
Poszperałem trochę w Internecie i bez trudu znalazłem kilkanaście wzmianek o tej osobie. Napisałem zatem: No cóż, Twoje nazwisko często występuje w sieci w kontekście różnych wydarzeń i dotychczas Ci to chyba nie przeszkadzało...
Na odpowiedź nie musiałem długo czekać: Nie zwracasz uwagi na detale. Istotny jest kontekst wystąpienia nazwiska.
Przejrzałem więc jeszcze raz materiał, w którym wymieniłem nazwisko tej  osoby. W żadnym zdaniu nie znalazłem ani cienia pejoratywnej oceny czy też czegokolwiek, co stawiałoby ją w złym świetle. Pozostało zatem poszukanie kontekstu, który mógł ewentualnie pozostawić rysę na kryształowej zapewne postaci wspomnianej osoby. Jedyne co znalazłem, to mała wzmianka o wieczornym grillu, przy okazji którego niektórzy uczestnicy spotkania zapijali kiełbaski nie tylko colą. W owym akapicie nie było jednak żadnych personaliów.
Opisuję tę dość banalną historyjkę dlatego, aby pokazać jak cienka jest granica między życiem prywatnym a publicznym, a przy okazji zwrócić uwagę na nadmierną wrażliwość niektórych osób na punkcie ujawniania bądź  nie ich nazwisk. Z doświadczenia wiem, że w tej kwestii ludzie dzielą się na dwie zasadnicze grupy:
Jedni nie mają nic przeciwko pisaniu o nich, nawet krytycznie, byleby tylko poprawnie wymieniano ich nazwisko (sam zaliczam się do tej grupy).
Drudzy zaś kategorycznie nie zgadzają się na ujawnianie swoich nazwisk, jeżeli nie dopatrują się w tekście korzystnych dla swojego wizerunku aspektów.
Tych ostatnich muszę jednak zmartwić. Jeżeli bowiem decydują się na jakiś publiczny występ, to nie mogą mieć pretensji, gdy ktoś napisze, że Imprezę prowadził Jan Nowak, a w dalszej części publikacji będzie wzmianka np. o awanturze wywołanej przez innego uczestnika.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz