wtorek, 13 listopada 2012

Szlak zwiniętych torów i Złota Karczma




Kładla niedaleko ul. Gomułki (Most Weisera)



 Więcej zdjęć: tutaj
Trudno byłoby narzekać na tegoroczną jesień, jeżeli chodzi o pogodę. Jeszcze trudniej byłoby marnować czas w taki piękny dzień jak dzisiejszy, gdy nad Gdańskiem prawie cały czas świeci słońce. Wybrałem się zatem na długi spacer, a że jego trasa bardzo mi się spodobała, to chciałbym ją polecić także innym amatorom aktywnego wypoczynku.
Swój marsz rozpocząłem od wejścia na filar dawnego wiaduktu kolejowego, który rozciągał się nad al. Grunwaldzką nieopodal skrzyżowania z ul. Abrahama. Potem szedłem pokrytym kolorowym dywanem z liści nasypem, określanym potocznie jako „szlak zwiniętych torów”. Dodać trzeba, że już niedługo rozpoczną się  tu prace nad budową kolei metropolitarnej, a tym samym skończy się możliwość swobodnego spacerowania.
Kościół w Brętowie
Kolejne fragmenty filarów, pozostałych po przedwojennej linii kolejowej, mijałem jeszcze przy ulicach Wita Stwosza, Polanki, Słowackiego i w Brętowie. Sam nasyp jest dość dobrze zachowany, aczkolwiek mocno zarośnięty drzewami. Nieopodal Sanktuarium Miłosierdzia  Bożego przy ul. Gomółki nasyp przechodzi w głęboki jar, nad którym rozpościera się betonowa kładka  dla pieszych.  Idąc dalej, niedaleko kościoła w Brętowie,  wychodzę znowu na wał ziemny, który ciągnie się aż do ul. Słowackiego. Żeby przedostać się na drugą stronę  musiałem podejść do Ronda Jana de La Salle, a potem zawrócić, żeby przy zbiorniku retencyjnym na Strzyży znowu wdrapać się na nasyp. Rozciąga się stąd piękny widok na Niedźwiednik oraz Brętowo. W stronę Moreny prowadzi teraz dość wąska ścieżka, przerywana w kilku miejscach pozostałościami po wiaduktach.
Fragment ołtarza papieskiego
Kościół w Matemblewie
Przy ulicy Rakoczego, na wysokości Dolnego Migowa,  schodzę ze „szlaku zwiniętych torów” i ulicą Dolne Młyny idę w kierunku Matemblewa.  Mijam Nowiec i dochodzę do Potokowej, by następnie wąską i błotnistą ścieżką biegnącą wzdłuż Strzyży (żółty szlak) dojść do skrzyżowania leśnych dróżek. Skręcam w prawo i po kilkuset metrach dochodzę do Sanktuarium Matki Bożej Brzemiennej. Mijam kościół i fragment ołtarza papieskiego z 1999 r, po czym szeroką ścieżką rowerową, biegnącą lekko pod górę, docieram do Złotej Karczmy. Stąd można oczywiście wędrować dalej, na przykład do Oliwy. Tym razem jednak postanawiam właśnie tutaj zakończyć dwugodzinny marsz.  Może następnym razem będzie to dłuższa wędrówka…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz