środa, 26 września 2012

Szczawnica - dzień pierwszy


Przed sanatorium "Nauczyciel"


Do „Monciaka” wsiedliśmy w Gdańsku Wrzeszczu o godz. 18.30. Nasze miejsca do leżenia usytuowane były w ostatnim przedziale przed ubikacją, w dodatku na samej górze. Nic to jednak - ważne że można było swobodnie wyciągnąć nogi  i poleżeć. A jazda nie była krótka – do Nowego Targu dotarliśmy bowiem dziś o 9.54, czyli po ponad piętnastu godzinach podróży.
Dworzec Gościnny
Tuż przed dworcem zaczepił nas  taksówkarz, który oferował nam podwiezienie do Szczawnicy  za jedyne 25 zł od osoby (przy czterech jadących). Spławiliśmy go i przespacerowaliśmy się w okolice dworca PKS, gdzie znaleźliśmy busa, którego kierowca nie dawał co prawda biletów, ale brał tylko siedem złotych od łebka. W niespełna 50 minut dojechaliśmy do Szczawnicy. Tu jednak musieliśmy skorzystać z taksówki, gdyż w przeciwnym razie czekałaby nas mozolna wspinaczka pod górę, w dodatku z pokaźnymi bagażami. Za podwiezienie do sanatorium „Nauczyciel” zapłaciliśmy 14 zł.
W recepcji dopełniliśmy formalności meldunkowych, płacąc od razu za cały pobyt (trzy tygodnie). Wyszło dość tanio, bo tylko 745 zł za dwie osoby plus opłata uzdrowiskowa w wysokości 126 zł. Niestety, pokój jaki otrzymaliśmy (na drugim piętrze) pozostawiał wiele do życzenia: brudne zacieki i rdzawe plamy w kabinie prysznicowej, obdrapane ściany, gruba warstwa kurzu na szafie i widok na podwórko z pryzmą węgla. Widać NFZ nie przewidział dla swoich pacjentów pokoi od słonecznej strony i z balkonami…
Procedury natury medycznej zaczęliśmy od wizyty u pielęgniarki na trzecim piętrze. Po wypisaniu odpowiednich formularzy stanęliśmy w kolejce do lekarza na pierwszym piętrze. Badanie lekarskie ograniczyło się do pytania o zażywane leki i przebyte operacje. Aha, doktor Tadeusz Tajstra zapytał jeszcze, w którym miejscu najbardziej boli mnie kręgosłup. Następnie wypisał zabiegi, jakim będę poddawany w czasie kuracji. Z ich listą znowu trafiłem do pokoju pielęgniarek. Tu dowiedziałem się, że do wieczora otrzymam szczegółowy harmonogram. Tak też się stało.
Obiad (serwowany o trzynastej) składał się z zupy pomidorowej,
ziemniaków, kawałka pieczeni i surówki z selera. Można było też  otrzymać dokładkę zupy, więc  nikt głodny  nie powinien raczej być.
 
Bez komentarza

Kiedyś (ponad 30 lat temu) w podobnych warunkach mieszkałem w hotelu robotniczym...

Skoro Sienkiewiczowi się tu podobało, to mnie tym bardziej:)

Przed pijalnią wód mineralnych

Pijalnia wód mineralnych
Po obiedzie udaliśmy się na krótki spacer po Szczawnicy. Miasto robi bardzo pozytywne wrażenie, a krajobrazy są cudowne. Ceny wydają się być stosunkowo niskie, np. mały oscypek kosztuje 1,20 zł, a nieco większy 1,50 zł. Kapcie można nabyć za 10 zł. Na picie wód leczniczych w pijalni przy pl. Dietla otrzymujemy specjalne karty (za kaucją w wysokości 10 zł). Pijemy wodę Stefan, po czym powoli ponownie wspinamy się na Połoniny 14, gdzie mieści się nasze sanatorium.
Na kolację (17.45.) zaserwowano po dwie małe parówki drobiowe, plasterek sera, odrobinę masła, herbatę  i 100 gram chleba. Tu już nie zaryzykowałbym twierdzenia, że każdy się mógł najeść…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz