Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ostra Brama. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ostra Brama. Pokaż wszystkie posty

Majówka w Pribałtyce

 


Z Gdańska wyjechałem 29 kwietnia o 15.55. Zbiórka w  Warszawie przewidziana była na godzinę dziewiętnastą. Pilotem wycieczki z ramienia Wytwórni Wypraw jest Joanna Bronka. Na miejscu okazało się, że jedna osoba zrezygnowała z wycieczki.  Była to akurat ta kobieta, z którą miałem dzielić pokój. A zatem poszczęściło mi się już na starcie, gdyż zostałem jedynym singlem, co oznacza jednoosobowy pokój w hotelu. Jedziemy autokarem firmy Bagiński. Nasza 38.osobowa  grupa składa się przeważnie z ludzi w średnim wieku. Zaraz na początku podpadł mi łysy jegomość, który głośno narzekał, że niektórzy zarezerwowali po dwa miejsca. „Tak nie powinno być” – mruczał niby to do żony. Już chciałem zapytać, czy to za jego pieniądze, ale powstrzymałem się. Po co psuć atmosferę?

Po trzech godzinach jazdy, gdzieś przed Suwałkami, nastąpiła zmiana autokaru i kierowcy. Od tej pory  niemal do końca wycieczki woził nas będzie pan Marcin. Do Tallina docieramy po 14 godzinach jazdy. Jest pochmurno, chłodno i siąpi deszcz. Temperatura odczuwalna wynosi zaledwie 3 stopnie C. Poznajemy naszego przewodnika, którym jest mieszkający tu od dwudziestu lat Zbigniew Jobczyński, z zawodu informatyk, pochodzący z Torunia.

Estonia jest 77. odwiedzonym przeze mnie państwem, a zarazem ostatnim w basenie Morza Bałtyckiego. Dotychczas niewiele wiedziałem o tym niespełna półtoramilionowym kraju. Teraz dowiaduję się między innymi,  że jest to najbardziej  zdigitalizowany kraj w Europie, gdzie nawet wybory do parlamentu przeprowadza się elektronicznie (prezydenta wybierają posłowie dwoma trzecimi głosów).

Zwiedzanie zaczynamy od placu, przy którym znajduje się monumentalny sobór św. Aleksandra Newskiego, będący katedrą autonomicznego Estońskiego Kościoła Prawosławnego. Naprzeciwko tej świątyni znajduje się gmach parlamentu estońskiego. Widać sporo turystów z Polski, no i oczywiście, jakżeby inaczej – z Japonii. Z górnego miasta przechodzimy w dolne części starówki. Przy murach obronnych spotykamy miejscowego grajka, który akompaniując sobie na gitarze, śpiewa różne popularne melodie. Na nasz widok intonuje  „Balladę o pancernych”, znaną nam z popularnego serialu z sierżantem Jankiem Kosem i psem Szarikiem. Daleko mu co prawda do głosu Edmunda Fettinga, ale i tak miło posłuchać.

W Tallinie widać sporo kościołów różnych wyznań, ale generalnie kraj ten jest jednym z najbardziej ateistycznych w Europie. Wokół placu ratuszowego, którego środek jest akurat remontowany, rozlokowane są liczne restauracje z ogródkami na zewnątrz. Koło południa pogoda znacznie się poprawia, więc i konsumentów przybywa, zwłaszcza amatorów pienistego napoju. Ja sam nabyłem w czasie wolnym (na tej wycieczce było go zdecydowanie za dużo) piwo Saku i A.LeCog (1,25 euro za puszkę), ale w pośpiechu nie zauważyłem, że jest ono bezalkoholowe. Może to nawet lepiej…

Na nocleg przyjechaliśmy do hotelu Dzingel dość wcześnie, bo już przed siedemnastą.  Hotel położony jest wśród sosnowych drzew na obrzeżach Tallina. Numery pięter liczone są rosyjskim zwyczajem, czyli bez parteru.

W piątek 1 maja, po obfitym i urozmaiconym śniadaniu, wyjeżdżamy z hotelu o 8.30. Jest piękna słoneczna pogoda, jak przystało na estońskie Święto Wiosny. Z okien autokaru spoglądamy na Stare Miasto, które poprzedniego zwiedzaliśmy przez 3 godziny z przewodnikiem a przez kolejne dwie i pół flanerowaliśmy na własną rękę.

Zatrzymaliśmy się na parkingu tuż nad  Zatoką  Tallińską. Obok portu, do którego  przypływają promy m.in. Viking Line, znajduje się  nieco zaniedbana plaża  i ładny  bulwar ze ścieżką  rowerową  oraz urządzeniami do ćwiczeń. Odnotować  warto też  bezpłatną toaletę. Na bulwarze stoi pomnik w formie skrzydlatego anioła, upamiętniający 177 marynarzy z rosyjskiego okrętu "Rusałka", który  zatonął  podczas sztormu w 1893 roku. Po drugiej stronie ulicy widać 70. hektarowy Park Kadriorg (Dolina Katarzyny). Jest to barokowy zespół pałacowo-parkowy założony w 1718 r. przez Piotra I dla żony Katarzyny I. Znajduje się  w nim m.in. barokowy pałac oraz kancelaria prezydenta. Jest tu też  Ogród  Japoński i Łabędzi Staw. Poza tym dużo  zieleni  i kwiatów, choć drzewa jeszcze nie pokryły się w pełni liśćmi.

Po opuszczeniu Tallina pojechaliśmy  do odległego o godzinę  jazdy miasteczka Paldiski na półwyspie Pakri. Tu przez półtorej  godziny spacerowaliśmy,  podziwiając  urokliwe klify. Można  było też  wejść  na latarnię  morską, z której  widoki były  jeszcze lepsze. Stąd wyruszyliśmy w stronę Rygi. Po drodze mijaliśmy gęste lasy, wśród których skrywały się  liczne domy.

Do stolicy Łotwy dotarliśmy wcześnie, bo już o 18.30. Zakwaterowaliśmy się w hotelu Tomo. O dziewiętnastej zjedliśmy zamówioną wcześniej kolację. Serowano zupę soliankę  i gulasz z ryżem i warzywami. Koszt – 10 euro. Po kolacji kupiłem w sklepie Maxima piwo Amber City i Aldaris po 0,85 euro. Dość tanio, bo wcześniej na stacji paliw w Estonii płaciłem po 2,75 euro za puszkę.

W sobotę pospaliśmy nieco dłużej, bo wyjazd z hotelu był wyznaczony na godzinę dziewiątą.   Nadal   towarzyszyła nam piękna pogoda.  Z miejscowym przewodnikiem (dobrze mówiącym po polsku) spotkaliśmy się nieopodal Placu Ratuszowego, który mgliście pamiętam z wizyty sprzed pięciu lat.  Poprzednio w stolicy Łotwy byłem  tylko przejazdem (również  z Wytwórnią Wypraw) w drodze do Uzbekistanu. Teraz było  znacznie więcej czasu na zwiedzanie tutejszych atrakcji, jak np. Dom Braci Czarnogłowych, Dom Kota czy kościół św. Piotra, będący  największą  świątynią gotycką w krajach bałtyckich. Wieża  tego kościoła  ma ponad 120 metrów  wysokości.  Punkt widokowy, na który  wjeżdża  się  windą,  jest trochę  niżej.  Niemniej jednak wystarczająco  wysoko, by umożliwić  podziwianie  panoramy miasta nad Dźwiną. A jest na co popatrzeć, bo przecież Ryga nie bez kozery nazywana jest „Paryżem Północy”, głównie ze względu na secesyjną architekturę. Kwitnie tu  też życie  kulturalne. Charakterystyczną dla tego miasta atrakcją są  tzw. rowery piwne. Umożliwiają one zwiedzanie połączone z jednoczesnym piciem piwa i aktywnością fizyczną dla grup turystów bądź uczestników wieczorów kawalerskich czy panieńskich. Przed katedrą św. Jakuba dwóch muzyków grało jakieś melodie na saksofonach. Na nasz widok odegrali hymn Polski. A propos katedry, to jej charakterystycznym elementem jest dzwon na zewnątrz wieży, tuż nad dużym zegarem. Innych kościołów,  na które  patrzyliśmy  z zewnątrz  lub do nich wchodziliśmy, nie będę  wymieniał  w tej relacji, żeby  nikogo nie zanudzić. Wspomnę  natomiast  o tutejszym balsamie, którego degustacja jednych stawia na nogi, a drugich wprost  przeciwnie  😀. Poza tym podobał  mi się  tutejszy bazar, który  mieści  się  w pięciu połączonych  ze sobą  hangarach, w których niegdyś przechowywano sterowce (Zeppeliny). Godny uwagi jest także  urokliwy park nad kanałem. W jego pobliżu stoi Pomnik Wolności oraz gmach opery z oryginalną fontanną.

Z Rygi pojechaliśmy  do pobliskiej Jurmały, znanego w tych  stronach kurortu. Jest tu szeroka plaża z białym  piaskiem oraz długa  promenada, pełna sklepów  i punktów  gastronomicznych. Są  też  bezpłatne  i czyste - co istotne dla turystów  - toalety.

Do hotelu Viesbutis  w Wilnie docieramy o 21.30. W telewizji nie znalazłem polskich kanałów, ale natrafiłem na „Lalkę” z 1968 roku z Mariuszem Dmochowskim w roli Wokulskiego i Tadeuszem Fijewskim jako Rzeckim w litewskiej wersji językowej.

W niedzielę było jeszcze cieplej niż w sobotę, więc z entuzjazmem wyruszyliśmy na  podbój Wilna. Zwiedziłem  je co prawda  gruntownie  9 lat temu, ale dobrze było  sobie  przypomnieć znowu klimat tego miasta. Zwłaszcza,  że  ze znawstwem  opowiadał  o nim Rajmund Klonowski, miejscowy dziennikarz  i działacz społeczny, dorabiający także  jako przewodnik. Zwiedzanie zaczęliśmy  oczywiście  od Ostrej Bramy, bo o tym miejscu dzięki  Mickiewiczowi słyszał  przecież  każdy  Polak, który  ukończył  chociaż  podstawówkę. A propos wieszcza, to nie tylko mieszkał w wielu miejscach w Wilnie, ale też  siedział  w więzieniu  zlokalizowanym w klasztorze bazylianów.  Tu też  zresztą  toczy się akcja trzeciej części  "Dziadów", a turyści mogą  oglądać  udostępnioną atrapę celi Konrada. Po pokłonieniu się wizerunkowi "tej, co w Ostrej świeci  Bramie", przeszliśmy  przez szereg  innych świątyń: cerkiew św. Ducha, kościół św. Kazimierza (podobał mi się  kącik zabaw dla dzieci podczas mszy), podominikański kościół św. Ducha (msza w języku polskim), Sanktuarium Bożego  Miłosierdzia, położone  obok siebie kościoły  św.  Franciszka i Bernarda  oraz  św. Anny, a na końcu katedra. Przeszliśmy  też  przez  Zaułek Literatów oraz słynną dzielnicę  Zarzecze, gdzie widać  wiele polskich śladów.  Na koniec wjechaliśmy  na Wzgórze Giedymina, skąd  rozciąga  się  widok na znaczną  cześć  miasta nad Willą, w tym na Górę Trzech Krzyży (na tę ostatnią  wspiąłem się  podczas poprzedniego pobytu). Szkoda, że zabrakło  czasu na cmentarz na Rossie. Jak już wcześniej pisałem, niepotrzebny  był aż tak długi czas wolny. Przez te 2,5 – 3 godzin spokojnie można odwiedzić tę ważną dla Polaków nekropolię.

 Ireneusz Gębski


























 

 

Wilno - dzień pierwszy



W autobusie do Wilna było prawie pusto. Można było więc rozłożyć się na czterech siedzeniach i w miarę wygodnie spać. Działało Wi-Fi, a przy każdej parze siedzeń zamontowane było gniazdko z napięciem 220 V. Na początku trasy kierowca wręczał każdemu pasażerowi butelkę wody Richy.

Do stolicy Litwy przyjechałem o godzinie 6.30. Pogoda była słoneczna, ale o tej porze dnia nie było jeszcze gorąco. Po wyjściu z autobusu skorzystałem z dworcowej toalety. Wejście płatne w automacie - 40 centów. Po wyjściu na zewnątrz zobaczyłem po prawej stronie gmach dworca kolejowego. Nieopodal były tablice informacyjne z podanymi odległościami do ważniejszych obiektów turystycznych. Tu trzeba dodać, że całe Stare Miasto jest doskonale oznakowane i nawet najbardziej gapowaty turysta nie powinien mieć problemu z dotarciem do wybranego miejsca.

Mijając po drodze zamkniętą jeszcze halę targową dotarłem do Ostrej Bramy. Od południowej strony nie wygląda ona zbyt ładnie. Elewacja w dolnej części jest brudna i obdrapana. Znacznie lepiej prezentuje się od strony północnej, gdzie we wnęce nad łukiem bramy znajduje się obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej. Brama zwieńczona jest krzyżem. Poniżej w trzech segmentach widnieje napis: MATER MISERICORDIAE, SUB TUUM PRAESIDIUM CONFUGIMUS (MATKO MIŁOSIERDZIA, POD TWOJĄ OBRONĘ UCIEKAMY SIĘ). Przed bramą po lewej stronie na ścianie, za którą znajdują się schody do kaplicy MBO,  umieszczono tablicę upamiętniającą wizytę papieża Jana Pawła II (04.09.1993 r.). Wspomnienie tego wydarzenia znajduje się też wewnątrz, gdzie na dużym obrazie widać postać ojca świętego klęczącego przed cudownym obrazem. Sama kaplica jest malutka, ale o tej porze dnia poza mną były tu tylko dwie osoby.

Schodząc w dół od bramy minąłem zamknięty jeszcze kościół św. Teresy (odwiedzę go po południu). Nieopodal cerkwi św. Trójcy w Bramie Bazylianów natknąłem się na tablicę poświęconą Ignacemu Domeyce. Ufundowano ją z okazji 200 urodzin tego wybitnego uczonego. Co ciekawe, fragment napisu na tablicy informuje, że był on synem Litwy i Chile. O Polsce ani słowa... Idąc dalej mijam okazały gmach filharmonii i dochodzę do kościoła św. Kazimierza. Też jeszcze zamknięty. Zauważam, że na ulicach jest sporo punktów z rowerami miejskimi. Koszt wypożyczenia jednośladu to 39 centów za czas od 30 do 60 minut i 1,39 Euro za czas od godziny do półtorej. Do pół godziny wypożyczenie bezpłatne. Ja jednak wolę piesze zwiedzanie. Przechodzę przez duży plac obok ratusza, mijam kościół św. Jana i kolejny p.w. Ducha Świętego. Zatrzymuję się przy kościele św. Katarzyny, gdyż natykam się na pomnik z popiersiem Stanisława Moniuszki. Nieco dalej, już przy prospekcie Giedymina, zaintrygował mnie duży monument z postacią Vincasa Kudirki. Jak się później dowiedziałem, był to człowiek wielu talentów: pisarz, lekarz, działacz narodowy i kompozytor (autor hymnu litewskiego). A skoro  już mowa  o sztuce, to przed Litewskim Narodowym Teatrem Dramatycznym zobaczyłem zapowiedź premiery "Lokis" w reżyserii Łukasza Twardowskiego. Dla zainteresowanych - odbędzie się ona 14 września br.

Wpół do dziewiątej dotarłem do wileńskiej katedry. Jej pełna nazwa brzmi Bazylika archikatedralna św. Stanisława i św. Władysława. Już z daleka daje się zauważyć wolno stojącą białą dzwonnicę. Jej wysokość wynosi 57 metrów. Sama katedra usytuowana jest na obszernym placu, tuż obok dawnej siedziby książąt litewskich. Historia tego kościoła jest bardzo bogata, a jego początki są praktycznie nieznane. Pewne jest tylko, że w tym miejscu znajdowała się świątynia poświęcona Perkunowi. W katedrze znajdują się groby m.in. króla Aleksandra Jagiellończyka, królowej Barbary Radziwiłłówny oraz serce króla Władysława IV Wazy. W dość surowo urządzonym wnętrzu głównej nawy uwagę zwracają obrazy umieszczone na czworokątnych kolumnach. Również tutaj, podobnie jak w Ostrej Bramie, znajduje się tablica poświęcona Janowi Pawłowi II.

Na placu obok katedry wznosi się ogromny posąg Giedymina. Wielki książę litewski był dziadkiem Władysława Jagiełły. Na sąsiadującym z placem wzgórzu mieścił się niegdyś zamek z trzema basztami, zwany górnym. Obecnie została tylko jedna baszta, znana jako wieża Giedymina. Tak naprawdę jednak zbudowana została dopiero po jego śmierci. Na wzgórze można wejść zakosami po kamienistej dróżce lub wjechać kolejką typu funicular. Wjazd kosztuje 2 Euro, jednak podczas mojej wizyty kolejka była nieczynna. Z Góry Giedymina rozciąga się wspaniały widok. Z jednej strony widać czerwone dachy Starego Miasta i wieże licznych kościołów, z drugiej zaś nowoczesne biurowce po drugiej stronie Wilii (Neris). Doskonale widoczna jest też wieża telewizyjna i pobliska Góra Trzykrzyska (dawniej zwana Łysą lub Krzywą). Ta ostatnia stanowi kolejny cel mojej wędrówki. Schodzę ze wzgórza Giedymina, mijam muzeum narodowe, przechodzę przez most na Wilejce i wspinam się na górę. Po drodze zahaczam o leśny amfiteatr, a chwilę później wyprzedzam dużą grupę polskich turystów. Wreszcie dochodzę pod trzy białe krzyże. Niegdyś upamiętniały one - według legendy - zamordowanych franciszkanów. Obecnie, po odbudowie w 1989 roku, stanowią  pomnik ofiar stalinizmu na Litwie. Turystów przyciąga tutaj także doskonały punkt widokowy.

Po zejściu z Góry Trzykrzyżnej skręcam w prawo, w ulicę Kościuszki. Biegnie ona wzdłuż rzeki Wilii. Wkrótce dochodzę do kościoła św. św. Piotra i Pawła na Antokolu. Tu znowu spotykam polskie grupy wycieczkowe. Również sprzedawcy pamiątek doskonale mówią  w naszym języku. Znajduję także informacje o mszach świętych i historii kościoła w języku polskim. Dzięki temu dowiaduję się, że  kościół ten to: "Perła baroku Wileńskiego. Zbudowany w latach 1668 -1676 z funduszy hetmana Wileńskiego Michała Kazimierza Paca według projektu architekta Krakowskiego J. Zaory i budowniczego Giovanni Batista Frediani". Znajduję tu także trzecią już tablicę poświęconą wizycie Jana Pawła II na Litwie. W rzeczywistości papież nie odwiedzał tego kościoła  w tym czasie. Był natomiast obecny w pobliskiej nuncjaturze apostolskiej (stoi przed nią pomnik Jana Pawła II), gdzie 5 września odbył spotkanie ekumeniczne i spotkał się z korpusem dyplomatycznym, a dwa dni później pozdrowił wiernych przed nuncjaturą. Pomiędzy kościołem a nuncjaturą w ładnie wyglądającym dworku zlokalizowana jest ambasada Danii.

Po ponownym przejściu ulicą Kościuszki znowu mijam wzgórze Giedymina, ale tym razem od strony rzeki. Przechodzę przez dziedziniec zamku Wielkich Książąt Litewskich, przemierzam plac katedralny i dochodzę do pałacu prezydenckiego.  Na trzech masztach przed frontem gmachu powiewają trzy flagi: w środku litewska, po lewej UE, a po prawej NATO. Nad fasadą pałacu unosi się flaga prezydencka. Ta ostatnia podczas nieobecności prezydenta jest opuszczana. Tym razem pani prezydent jest na miejscu, gdyż flaga wznosi się wysoko. Przed budynkiem stoi kilka limuzyn z kierowcami, ale nie widać jakiejś specjalnej ochrony. Przechodzę jeszcze przez główny deptak Starego Miasta (Pilies) i skręcam w prawo, w ulicę Radvilaitės. Tutaj mieści się hostel Pogo, w którym zarezerwowałem noclegi. Zanim jednak do niego wejdę, moją uwagę zwraca tablica z napisem: "Tu zakończył żywot Władysław Syrokomla 3/15 września 1862 r."  Ten poeta epoki romantyzmu nazywał się właściwie Ludwik Władysław Franciszek Kondratowicz. W chwili śmierci miał niespełna 39 lat. Pochowany jest na wileńskiej Rossie.

W hostelu melduję się po ponad czterech godzinach od wyjścia z autobusu. W tym czasie pokonuję pieszo - według Endomondo - 12,78 km. Rozpakowuję się, robię szybką toaletę i ponownie wyruszam na miasto. Tym razem zaczynam jednak od relaksu. W pobliskim Ogrodzie Bernardyńskim, nieopodal Wilenki, zachodzę do baru pod chmurką i zamawiam piwo Śvyturys. Z rozkoszą delektuję się chłodnym napojem i obmyślam następne kroki. Trzeba tu bowiem powiedzieć, że przyjechałem do Wilna bez szczegółowego planu zwiedzania. Owszem, myślałem o Ostrej Bramie, cmentarzu na Rossie, Zarzeczu i wieży telewizyjnej, ale  nic ponadto.

Po orzeźwiającym kuflu piwa (3,50 Euro) znowu wchodzę na Zamkową (Pilies). Oglądam z zewnątrz cerkiew Piatnicką (św. Paraskewy Piatnicy) i udaję się do kościoła św. Kazimierza. Niestety, jest zamknięty. Za to otwarty jest kościół św. Teresy, obok którego przechodziłem rano. Wchodzę więc do środka i podziwiam bogato zdobione wnętrze. Ołtarz główny obrazuje ekstazę św. Teresy. Ciekawie prezentuje się ambona. Kościół połączony jest wewnętrznie z Ostrą Bramą. W tej ostatniej jest otwarte okno, przez które dobrze widoczny z ulicy jest obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej. Słychać też doskonale śpiewaną po polsku pieśń maryjną. Zatrzymuję się na chwilę, ale nie wchodzę już do kaplicy. Zmierzam ku cmentarzowi na Rossie. Przechodzę pod torami kolejowymi, ale początkowo trafiam na cmentarz prawosławny. Zawracam więc i idę do kolejnej przecznicy. Zaczyna mi nieco doskwierać upał. Co gorsza, rozlatują mi się też podeszwy butów (następnego dnia będę musiał kupić nowe). Przed cmentarzem zaczepiają mnie sprzedawczynie kwiatów i proponują po polsku: "Niech pan kupi bukiet dla marszałka". Faktycznie, przed główną bramą, w otoczeniu białych tablic z krzyżami upamiętniającymi żołnierzy i oficerów poległych w latach 1919 - 1920 a także żołnierzy AK z 1944 r., znajduje się granitowa płyta, pod którą pochowana jest matka Józefa Piłsudskiego oraz złożone jest serce jej syna. Informuje o tym duży napis: "Matka i serce syna".  Na płycie sporo wiązanek kwiatów z biało-czerwonymi wstążkami. Przed nią kilkadziesiąt świeżych zniczy.

Na zaniedbanym miejscami cmentarzu widać wiele polskich nazwisk. Tuż przy kaplicy natykam się na nagrobek z popiersiem Joachima Lelewela.  Skromnie prezentuje się grób brata marszałka, Adama Piłsudskiego. Był on wiceprezydentem Wilna i senatorem II RP. Cmentarz znajduje się w pobliżu lotniska na Nowym Świecie. Zniżające się co rusz do lądowania samoloty być może nie przeszkadzają zmarłym, ale na pewno utrudniają należyte skupienie odwiedzającym groby. Mnie w każdym razie rozpraszały.

Z cmentarza udaję się do pobliskiego Lidla. Uzupełniam zapasy (ceny nieco wyższe niż w Polsce) i idę na punkt widokowy Subocz (niezbyt pochlebnie pisał o tej ulicy Tadeusz Konwicki w Kronice wypadków miłosnych). Na balustradzie punktu widokowego, podobnie jak na mostach w niedalekim Zarzeczu, zakochani zawiesili setki kłódek.  Panorama miasta z tej strony nie jest tak interesująca, jak ta widziana ze wzgórza Giedymina czy Góry Trzykrzyżnej. Schodzę więc na Zarzecze (Użupis). Mijam kolumnę z aniołem (symbol Republiki Zarzecza), ale gruntowniejsze zwiedzanie tej artystycznej dzielnicy zostawiam sobie na dzień następny. Dochodzę do dwóch sąsiadujących ze sobą kościołów: Bernardynów i św. Anny. Przed tym pierwszym stoi pomnik wieszcza, do którego pretensje roszczą sobie narody Litwy i Polski. Podpis głosi, że jest to Adomas Mickievicus...  

Kościół św. Anny jest już zamknięty, więc idę w górę ulicą Literatów. Na jej murach umieszczono oryginalne wizytówki znanych pisarzy, w tym Grassa i Miłosza. Przy tej ulicy mieszkał niegdyś Adam Mickiewicz. Nieco dalej w oknach widoczne są realistyczne reklamy salonu tatuażu.

Zbliża się wieczór, więc zmierzam do hostelu. Po nocy w autobusie i po dwóch turach zwiedzania (12,78 + 11,28 = 24,06 km) czuję się odrobinę zmęczony.
Część druga - Wilno i Troki

Matka Boska Ostrobramska

Ratusz w Wilnie

Pomnik Vincasa Kudirki

Widok ze wzgórza Giedymina

Wieża Giedymina

Góra Trzech Krzyży

Ambasada Danii w Wilne

Nuncjatura apostolska

Cmentarz na Rossie

Cmentarz na Rossie

Nagrobek matki J. Piłsudskiego

Jedna z setek kłódek na Zarzeczu

Ulica Literatów w Wilnie

Sztuczna inteligencja

  Wiele się mówi w ostatnich latach o możliwościach sztucznej inteligencji. Ale czy AI na pewno wie coś więcej niż jest powszechnie dostęp...

Posty