sobota, 11 marca 2017

Oszuści i poczta - ciąg dalszy



Wczoraj przyszła wreszcie oficjalna odpowiedź Poczty Polskiej na moją reklamację (pisałem o tym szerzej tutaj). Nie listem poleconym, jak mnie zapewniano, lecz zwykłym. Ponad trzy miesiące potrzebne było pracownikom Sekcji Reklamacji Zagranicznych, aby ustalić to co było oczywiste od samego początku, a mianowicie to, że przesyłka nie została zatrzymana i trafiła do adresata wbrew mojej woli. Oto fragmenty pisma, które podpisała Magdalena Bogucka:
Na podstawie przeprowadzonego postępowania reklamacyjnego ustalono, że reklamowana przesyłka została doręczona dnia 8 grudnia 2016 roku (...).
Przesyłka nie została zatrzymana, ponieważ w dniu 02 grudnia 2016 roku, kiedy zostało złożone żądanie wycofania i zwrócenia przesyłki, paczka była już przekazana do ładunku lotniczego (...).
W związku z powyższym Centrum Obsługi Finansowej zwraca opłatę za niewykonanie usługi zatrzymania i zwrotu przesyłki do nadawcy w wysokości 38 zł.
Za nienależyte wykonanie zleconej usługi oraz wszelkie komplikacje spowodowane tym faktem, uprzejmie przepraszamy.
Bardzo ładnie! Poczta przyznaje się do nienależytego wykonania usługi i nawet przeprasza, ale nie zająknie się ani słowem na temat zadośćuczynienia. Nie mówię o jakimś wydumanym odszkodowaniu, lecz wyłącznie o pokryciu moich strat. Jest przecież rzeczą naturalną, że jeżeli na przykład jakaś linia lotnicza odwołuje lot, to pasażerowie oprócz zwrotu wartości biletów otrzymują także rekompensaty finansowe za stracony czas.
A co do meritum, to tłumaczenie, iż "paczka była już przekazana do ładunku lotniczego" jest po prostu niewiarygodne. Przypomnę, że żądanie zatrzymania przesyłki złożyłem o godzinie 14.00 drugiego grudnia, a  dopiero o 9.36 następnego dnia opuściła ona Węzeł Ekspedycyjno-Rozdzielczy (WER) w Warszawie. Nie znaczy to bynajmniej, że w tym samym czasie została wysłana z kraju (w Malmo w Szwecji pokazała się dopiero 5 grudnia). Tak czy owak, od mojej interwencji do wypuszczenia paczki z WER upłynęło prawie 20 (!) godzin. To jest naprawdę dużo czasu, nawet jak na pocztowe standardy. Byłoby zatem lepiej dla Poczty Polskiej, gdyby bez zbędnej zwłoki uznała moje skromne roszczenia, zanim zobligują ją do tego inne instytucje, np. sąd...
Póki co wysyłam odwołanie od tej kuriozalnej decyzji.

1 komentarz:

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń